Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Wojciech Agiejczyk

 

Z Wojtkiem miałem okazje wystartować w jednym biegu do tej pory. Oj był to spory łomot. W 2015 roku w biegu 12-godzinnym w Rudzie Śląskiej musiałem uznać jego wyższość i to aż o 16 km. Spotkałem już w swoim życiu wielu biegaczy, ale tak solidnego i regularnego nie przypominam sobie. Wojtek jest stałym bywalcem Mistrzostw Polski w biegu 24-godzinnym. W tych prestiżowych zawodach startował nieprzerwanie od 2008 roku do 2016. W 2016 roku razem z Andrzejem Radzikowskim, Pawłem Szynalem i Pawłem Żukiem zapisali się w historii biegu 24-godzinnego w Reichenbach (Niemcy) zajmując pierwsze 4 miejsca.

 

Co możesz nam powiedzieć o sobie. Podziel się z nami swoją biografią biegacza.

Urodziłem się w Krakowie. Tutaj póki co mieszkam i pracuję. O sobie mówi mi się ciężko, o bieganiu jest mi zdecydowanie łatwiej.

 

Jeśli chodzi o biografię biegacza to chyba śmiało mogę powiedzieć, że mimo pewnych trudności to od zawsze byłem osobą aktywną fizycznie. Bieganie zaczęło mnie wciągać w technikum, do którego chodziłem. Na swój pierwszy bieg organizowany przez Zespół Szkół Łączności w Krakowie poszedłem żeby mieć usprawiedliwioną nieobecność na sprawdzianie z matematyki. Bieg był organizowany na Skałkach Twardowskiego, które mieszkańcy Krakowa doskonale znają, a jak nie to powinni poznać. Wtedy zająłem 12 miejsce. Rok później w tym samym biegu (już nie wyrywając się z lekcji) byłem 6, by przy trzecim podejściu wygrać. Zobaczyłem, że biegając za piłką mam pewnego rodzaju predyspozycje do coraz dłuższego biegania. Będąc w ostatniej klasie szkoły średniej wystartowałem w swoim pierwszym maratonie. To był rok 2005 i Cracovia Maraton, a na maraton zwrócił mi uwagę kolega z klasy – Mateusz, gdy jeździliśmy na rowerach po mieście, a on pokazał mi plakat z biegiem. Wtedy nawet nie wiedziałem, że to 42 195m. Wtedy bieganie nie było popularne, w dniu startu maratonu w tramwaju czy na ulicach tylko pojedyncze osoby rzucały się w oczy jako biegacze. Czas osiągnięty wtedy przeze mnie nie był jakoś imponującym: 3godz 47min męczarni na trasie. W zwykłych trampkach, przy na przemian padającym deszczu i świecącym słońcu, wbiegając po brukowanej kostce na ulicy Grodzkiej cieszyłem się, że to już meta i mówiłem sobie „nigdy więcej”. Ale rok minął i postanowiłem zrobić to samo w lepszym stylu, z innym samopoczuciem. I tak mnie wciągnęło. Wtedy potrafiłem z Krakowa pojechać na półmaraton do Katowic, tam ukończyć go w 1godz 30min i wrócić rowerem. Po Półmaratonie Marzanny potrafiłem zagrać w meczu ligowym, gdy jeszcze grałem w klubie w piłkę. Czasami chłopaki z drużyny i trener śmiali się, że danego zawodnika z drużyny przeciwnej mam tak zabiegać żeby nie miał siły chodzić po boisku.

 

W 2008 roku usłyszałem pierwszy raz o ultra. Na krakowskich Błoniach KKB Dystans organizował II Mistrzostwa Polski w biegu 24-godzinnym. „Można tak? Przecież to więcej niż maraton, nie wierzę, że są tacy ludzie!” – dziwiłem, się. Przeczytałem, że limit wynosi 100km i postanowiłem spróbować. Po ponad 14 godzinach zamierzony cel osiągnąłem. Wtedy przekonałem się, że słynny „chód maratończyka” po biegu może wyglądać jeszcze bardziej komicznie, bo z perspektywy czasu śmieszy mnie fakt, że po biegu nie mogłem podnieść nogi, by wsiąść do autobusu niskopodłogowego. Od tamtej pory mówię, że po dobrym maratonie problemem są schody, a po dobrym ultra – krawężniki. Usłyszany Mazurek Dąbrowskiego przy rozdaniu medali na koniec biegu to było niesamowite uczucie.

 

Później August Jakubik zaczął organizować według mnie najlepiej przygotowane biegi ultra. Co roku startuję u niego w Rudzie Śląskiej w biegu 12-godzinnym, były też biegi 24-godzinne. On jak i Czesław Macherzyński mają ogromną wiedzę o tym co potrzeba zawodnikowi w czasie takiego biegu. Wszystko na podstawie własnego doświadczenia. Z biegiem czasu zacząłem próbować swoich sił w biegach górskich. Bardzo ciekawą formę ma krynicki Iron Run, gdzie w ciągu trzech dni zawodnicy mają do ukończenia 8-9 biegów o dystansach od kilometra do górskiego biegu 64km. W sumie to około 140km, ale częstotliwość biegów jest taka, że praktycznie nie ma czasu na dłuższy odpoczynek w ciągu tych trzech dni. Różnorodność dystansów z odpowiednimi limitami na ich pokonanie sprawia, że to nie lada wyzwanie dla zawodników.

 

W 2016 roku pojechałem do Niemiec na bieg 24-godzinny, gdzie razem z Pawłem Szynalem, Andrzejem Radzikowskim i Pawłem Żukiem zajęliśmy pierwsze cztery miejsca. Wynik z tamtego biegu dał mi przepustkę na tegoroczny Spartathlon. Co przyniesie mi biegowa przyszłość, zobaczymy.

 

Cracovia Maraton, 2017 (fot. Maksymilian Dzieja)

 

Jeśli miłbyś wymienić swoje osiągnięcia co mógł byś nam powiedzieć ?

Niestety nie udało mi się jeszcze założyć rodziny czy otrzymać Pokojową Nagrodę Nobla. Nie wynalazłem też żadnego ważnego leku.

 

Mówiąc o sporcie to jakieś swoje mniejsze sukcesy mam głównie w bieganiu. Na większe jeszcze nie zasłużyłem, bo jak dotąd tylko biegałem, nigdy nie trenowałem. Udało mi się stać kilka razy na podium, głównie w kategoriach wiekowych, na biegach 12-sto czy 24-godzinnych. Takimi małymi wisienkami na torcie jest chyba ukończony maraton w czasie poniżej 3 godzin, dobry wynik z biegu 24-godzinnego w niemieckim Reichenbach czy trzykrotnie ukończony krynicki Iron Run. Dodałbym też samo dopuszczenie do startu w Spartathlonie, co już jest dla mnie pewnego rodzaju wyróżnieniem. Podobno jestem też całkiem niezłym blokującym w siatkówce mimo tego, że za wysoki nie jestem. W piłce nożnej po prostu dużo biegałem po boisku.

 

Przejdzmy troszkę do statystyk. Jakie masz rekordy na typowych dystansach (5, 10, półmaraton, maraton) i ultra ?

Ostatni czas był dla mnie okresem, gdzie na dłuższy czas przestałem zwracać uwagę na „cyferki biegacza”. Krótkich i średnich dystansów niemal nie biegam, bo po 5km dopiero stabilizuje mi się oddech i łapię rytm biegu jak to mawiał o mnie jeden z trenerów lekkoatletyki na krakowskim AGH – Piotr Biel. 10km najszybciej przebiegłem w 36minut. Półmaraton w 1h20min czy maraton w 2h56min to jeszcze wyniki, które zdecydowanie mam możliwość poprawić jeżeli zacznę solidnie trenować, a nie tylko biegać. Jeśli chodzi o biegi ultra to na biegu 12-godzinnym udało mi się przebiec 119km, a w 24 godziny blisko 190km, co zresztą dało mi możliwość startu w Spartathlonie. Raz startowałem w biegu 48-godzinnym, ale bardziej po to, by zobaczyć jak to wygląda od strony biegacza, wycieńczonego organizmu, dobitej psychiki i wszystkiego co najlepsze w ultra. Wtedy przebiegłem 240km, z czego niemal większość po prostu dla towarzystwa i dobrej, biegowej zabawy w gronie kilkorga znajomych z tamtego okresu.

 

Dlaczego zdecydowałeś się wystartować w Spratathlonie ?

Na start w Spartathlonie zdecydowałem się wystartować z kilku powodów, które dla niektórych mogą wydawać się nielogicznymi czy wręcz głupimi. W tych sprawach czasami sam się nie rozumiem, bo jak za logiczne czy normalne może wydać się chęć pokonania tej historycznej trasy biegiem? Po co robić coś, z czego nie dość, że nie ma pieniędzy to jeszcze koszty związane z takim startem są bardzo wysokie? Co z normalnością ma wspólnego chęć sprawdzenia możliwości własnego organizmu pokonując kolejne kilometry nad morzem czy w górach Grecji? Gdzie logika w chęci zobaczenia mniej lub bardziej słynnych starożytnych miejsc, przez które prowadzi trasa biegu? To wszystko można zrobić na spokojnie, samochodem. Zatrzymać się, podziwiać, zwiedzać…, ale tak może niemal każdy, a ja należę do tych osób, które nie zawsze idą za tłumem. Lubię robić rzeczy wymagające ode mnie czegoś więcej nawet jeżeli celu nie uda się osiągnąć. Lubię wyzwania, sprawdzać na co mnie stać, przesuwać granice wytrzymałości.

 

Inną kwestią są liczne opowieści znajomych, którzy mieli możliwość startu w Spartathlonie, o atmosferze biegu, przeżyciach, satysfakcji lub rozgoryczeniu, ale przede wszystkim historie o ludziach, bo ultra to ludzie. Każdy z nich jest wyjątkowy, ma swoją historię, potrafi być inspiracją lub motywacją dla innych.

 

Bieg o Pierścień św. Kingi w Bochni, 2015 (fot. Maksymilian Dzieja)

 

Który to jest Twój start w tym biegu ?

To będzie mój pierwszy start w tym biegu.

 

Co jest takiego wyjątkowego w Spartathlonie, że zdecydowałeś się wystartować ?

Dla mnie Spartathlon jest wyjątkowy pod wieloma względami. Piękna i bardzo trudna trasa, kibice, zawodnicy, którzy zostali do tego biegu dopuszczeni, ich życiowe historie i droga do „Sparty”. To wszystko przyciąga, zachęca. Osiągając metę danego biegu można powiedzieć, że się go ukończyło albo przebiegło. Spartathlon to bieg, w którym powiedzieć „ukończyłem” ma zdecydowanie większą moc niż „przebiegłem” w wypadku maratonu czy innego biegu. Każdy ma swój górski „Mount Everest”, biegowy „Spartathlon”, a mówiąc o bieganiu to właśnie jedno z moich marzeń.

 

Jaki jest Twój cel na ten bieg ?

Mój cel na ten bieg jest z założenia bardzo prosty – ukończyć, zmieścić się w limitach, przetrwać, dotrzeć do mety, a jeżeli się nie uda to móc sobie uczciwie powiedzieć, że tym razem dałem z siebie wszystko i odrobinę więcej.

 

W jakich butach zamierzesz pobiec ?

Niemal wyłącznie biegam w butach marki ASICS i w takich też zamierzam pobiec. Obecnie trenuję w modelu GT-2000 i jeżeli nic do tego czasu nie kupię to w tych butach mam zamiar wystartować.

 

Czy masz jakieś specjalne produkty, które będziesz spożywał w czasie biegu ?

Nie mam listy specjalnych produktów, bez których start w tego typu biegu byłby dla mnie pewnego rodzaju żywieniowym kataklizmem. W czasie dłuższych biegów z suplementów zażywam magnez z potasem. Resztę staram się uzupełniać jedzeniem. Przed biegiem lubię zjeść ryż z tuńczykiem i pomidorem, makaron z sosem. W czasie biegu na ogół wystarcza mi to co gwarantują organizatorzy, bo na przykład startując na biegach u Augusta Jakubika nie sposób powiedzieć, że człowiek nie znajdzie nic dla siebie. Kanapki, ciastka, czekolada, batony, rodzynki, makaron, rosół, banany, pomarańcze, cytryna, cola, izotoniki, kawa, można powiedzieć, że nic specjalnego, a jednak na ogół mi wystarcza.

 

Co według Ciebie będzie najtrudniejsze do pokonania na trasie ?

Najtrudniejszym do pokonania na trasie będzie dla mnie kilka rzeczy. Walka z wysoką temperaturą to pierwszy punkt. Drugim będzie góra Sangas, do której jak już dobiegają zawodnicy to są niesamowicie zmęczeni, a długi i męczący podbieg (wtedy to już właściwie podejście) potrafi wyssać z nich resztki sił. Ostatnią rzeczą może być walka z samym sobą, ale biegi nie po pętli, a z jednego punktu do drugiego mają tą zaletę, że pomagają w mobilizacji samego siebie. Cel jest zdecydowanie wyraźniejszy niż na przykład założony do wybiegania dystans na pętli o określonej długości, gdzie przerwać zmagania można w każdej chwili.

 

Kto jest Twoim największym kibicem i będzie wspierał cię w czasie biegu (nie koniecznie na trasie) ?

Zdecydowanie nie wiadomo mi o moim wielkim kibicu albo doskonale się ukrywa. Jest sporo osób, którym temat i charakter biegu jest znany, będą za mnie trzymać przysłowiowe kciuki, życzą mi powodzenia, ciągle dopytują o przygotowania, start. To bardzo miłe i już czuję ogromne wsparcie z ich strony, a w trudnych chwilach na trasie na pewno będę miał ich twarze przed oczami.

 

Kogo chciałbyś spotkać na mecie w Sparcie ?

Rozumiem, że tutaj chciałbyś, by padły imiona konkretnych osób, ale ze mną nie ma tak łatwo. Chciałbym pozostać nieco tajemniczy i po prostu powiem, że niech to będzie osoba, której po prostu z takich czy innych powodów zależy na tym, bym do tej mety dotarł o własnych siłach. Kto wie, może właśnie będę miał to szczęście i TA osoba będzie czekać na mnie na mecie w Sparcie, o ile oczywiście uda mi się do niej dotrzeć. Do Sparty ;) nie ukrywam, że obecność takiej osoby to dla mnie dodatkowy zastrzyk energii.

 

Oczywiście chciałbym, by do mety dobiegli wszyscy zawodnicy, bo każdy ze startujących na pewno włożył w dostanie się do tego grona tyle wysiłku, że na to po prostu zasłużył stając już na samej linii startu. Jednak to jest sport, to jest Spartathlon i tu trzeba dać z siebie jeszcze więcej, by być tym szczęśliwcem kończącym bieg pod pomnikiem Leonidasa w Sparcie. Mam nadzieję, że na mecie zobaczę się ze znajomymi zawodnikami, którzy obecnie są na liście startowej. Nie wiem czy uda się wystartować Łukaszowi Saganowi, ale on i Jacek Latała po nikąd są odpowiedzialni za to, że i ja się tam wybieram. Z zawodników to właśnie im chciałbym uścisnąć rękę i pogratulować nawzajem ukończenia tego biegu.

 

Gdybyś mógł zabrać ze sobą osobę, która przebiegłaby Spartathlon razem z Tobą, kto by to był ?

Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, z kim chciałbym przebiec taki bieg. Ciężko powiedzieć czy chęć biegu z taką osobą gdy wie się ile wysiłku to może ją kosztować, to wyraz sympatii do takiej osoby czy wręcz przeciwnie ;)

 

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przy boku chciało by się mieć osobę, która będzie mi bliska, potrafiła wzajemnie się zmotywować, chciała wspólnie przeżyć coś w pewnym sensie wyjątkowego czy szalonego.

 

Z osób, które realnie miały by szansę na pokonanie całej tej trasy, a z którymi chciałbym biec mogę chyba wymienić takie nazwiska jak Łukasz Sagan, Paweł Szynal, Paweł Żuk czy Wojtek Bryja. Oni są dla mnie pewnego rodzaju wzorami i przykładami ultrasów, osób upartych i wytrwałych w najlepszych tego słowach znaczeniach, tytanami pracy nad sobą, dającymi dobry przykład innym. Dla mnie są nie tylko wielcy jako zawodnicy, ale przede wszystkim jako ludzie i gdybym tylko za nimi nadążył to spędziłbym z nimi te 246km.

 

Czym sie zajmujesz ? Masz jakies zainteresowania poza bieganiem ?

Zaliczam się do osób o szerokich zainteresowaniach. Lubię rzeczy nowe, unikatowe, wymagające. Chyba właśnie dlatego pracuję w laboratorium centrum technicznego firmy APTIV, w której biorę udział przy pracach nad testowaniem urządzeń elektronicznych, które później trafiają do seryjnej produkcji i do naszych samochodów. Pracujemy nad innowacjami. Kamery, radary czy różnego rodzaju kontrolery, których zadaniem jest m.in. wykrywanie zagrożenia dla kierującego samochodem lub innych użytkowników ruchu to nasza codzienność. Systemy Active Safety, bo o nich mowa, już teraz są powszechnie stosowane w motoryzacji, bo to one analizują trasę, wykrywają potencjalne zagrożenia na drodze, rozpoznają znaki, wspomagają utrzymanie toru jazdy, parkowanie i wiele innych. Inną gamą produktów testowanych przez nas są wyświetlacze 3D, multimedialne systemy rozpoznawania gestów, dzięki którym można sterować systemami audio. Jest tego naprawdę dużo, a hasłem promującym firmę jest „Born to move”, w które ze swoim bieganiem doskonale się wpasowałem.

 

Granaty, Tatry Wysokie (fot. Justyna Bujas)

 

Poza pracą bardzo lubię góry - od zwykłego trekkingu po via-ferraty, mniejsze lub większe podróże. Nie potrafiąc pływać zrobiłem kurs płetwonurka, a chciałbym zrobić kiedyś licencję pilota. Bardzo długo grałem w piłkę nożną i siatkówkę, do czego chętnie wracam gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Kino, muzyka, książka, fotografia, bilard, kręgle czy wiele innych, po prostu staram się nie marnować czasu i w miarę możliwości jakoś urozmaicać sobie bardziej lub mniej szarą codzienność.

 

Co chciałbyś powiedzieć kibicom śledzącym Spartathlon Team Poland na Facebooku ?

Dla osób śledzących Spartathlon Team Poland w trakcie biegu chciałbym powiedzieć: „trzymajcie kciuki i wierzcie w nas do końca! Zawodnikom nie jest łatwo i nikt ot tak się po prostu nie podda bez walki. Każde słowa wsparcia dodatkowo uskrzydlają.”

 

Dziękuje za rozmowę i życzę udanego pobytu w Grecji.

Dziękuję za możliwość wypowiedzi, pozdrawiam.

 

 

 

25 lipca 2018

Partnerzy