Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Swiss City Marathon 2018

Półmaraton w ramch Swiss City Marathon w Lucernie w 2018

 

Tak się złożyło, że dopiero 28 października pobiegłem mój pierwszy półmaraton w tym roku w ramach Swiss City Marathon w Lucernie. To był mój drugi start w Lucernie. W 2012 biegłem maraton. Tym razem połówkę. W ostatnim czasie organizatorzy zmienili trasę biegu, dlatego nie wiedziałem do końca co mnie czeka. Jednego byłem pewien, będą podbiegi i to dość spore. Plan jednak zakładał mocne tempo od samego początku, tak aby powalczyć o wynik w okolicach 1:20h. Patrząc na profil trasy, wiedziałem, że będzie ciężko o bieg na poziomie rekordu życiowego.

Foto: profil trasy

 

W Lucernie pojawiłem się w sobotę rano. Szybka wizyta w biurze zawodów, odebrałem pakiet i miałem troszkę czasu, żeby porozmawiać ze znajomymi z ASICS FrontRunner Switzerland. Czas uciekał szybko, a czekało mnie jeszcze trochę atrakcji. Po zjedzeniu pieczonych ziemniaczków w ramach „pasta party” udałem się na miejsce startu i mety. Meta znajduje się w środku muzeum transportu, dlatego była to dobra okazja, aby zerknąć na ciekawostki z tej dziedziny. Pociągi, samochody, motocykle, samoloty, powozy, łodzie, wyprawy kosmiczne i wiele innych atrakcji czeka na zwiedzających.

 

Foto: przed media world

 

Pogoda w sobotę nie była zbyt dobra, dlatego ograniczyłem się do zwiedzania ekspozycji w halach. Nie lepiej zapowiadała się niedziela. Tak też było od samego rana w niedzielę, przede wszystkim zimno. Od samego rana nie czułem się zbyt dobrze. Mało spałem w nocy i do tego złapała mnie biegunka. Musiałem zaliczyć kilka wizyt w toalecie przed startem co przy tak dużej ilości startujących nie jest łatwe. Oj ciężko czekało się w kolejkach. Na starcie pojawiłem się na 10 minut przed wystrzałem startera, uff udało się. Teraz już i tak nic nie mogłem zrobić, musiałem zdać się na przychylność mojego układu trawienia.

 

Foto: eksponaty w muzeum

 

Od samego początku biegłem dość mocno, tempo oscylowało w granicach 3:55 min/km. Wiedziałem, że jest to za wolno, aby myśleć o złamaniu 1:20h, ale po pierwsze miałem kolkę na pierwszych kilometrach a po drugie taki miałem plan aby zacząć wolniej zgodnie ze strategią „negative split”. Przyśpieszać miałem od 5 km. Początek jednak wychodził zdecydowanie za wolno, drugi km w 4:02 min, kolejne też podobnym tempie. Kolka przeszła dopiero w okolicach 4 km. Kiedy byłem na 4.7 km pojawił się pierwszy większy podbieg. Wiedziałem, że tempo sporo spadnie, ten 5 km wyszedł w 4:16 min i to był najwolniejszy km tego dnia. Pierwsze 5 km w 20:16 oznaczało tylko tyle, że tego dnia mogę myśleć raczej o wyniku w okolicach 1:25h, jeśli nic się nie zmieni.

 

Wydawało mi się, że biegnę coraz szybciej, jednak rzeczywistość była brutalna. Kolejne kilometry lekko poniżej 4 min i wiedziałem, że nie będzie łatwo. Moje nogi nie chciały współpracować. Chciałem przyspieszyć, ale nic z tego nie wychodziło. O dziwo mijałem sporo zawodników (na początku byłem na 250 pozycji), ale wynikało to z tego, że to raczej oni zwalniali, a ja trzymałem tylko moje średnia tempo lekko poniżej 4 min/km. Na 10 km pojawiłem się po 39:58 min. Udało się przyspieszyć drugie 5 km, ale dalej wyglądało to na słaby bieg. Pozostało mi tylko jedno, dobiec do mety tak szybko, jak to możliwe. Mogłem zapomnieć o dobrym czasie. Na domiar złego zaczął padać deszcz. Zrobiło się ślisko w ten i tak zimny poranek.

 

To jednak nie koniec moich emocji na trasie. Kiedy wydawało mi się, że wchodzę na dobre obroty i biegnę coraz szybciej pojawił się ból w biodrze. To wytrąciło mnie z rytmu i sukcesywnie spowolniło. Wyprzedziło mnie trzech zawodników i zaczęła się walka. Ból narastał, dlatego musiałem przełożyć większy ciężar ciała i pracę na lewą nogę. Praktycznie biegłem na jednej nodze, bo odbicie z drugiej kosztowało mnie sporo wysiłku i bólu. Na domiar złego na 16 km rozwiązał mi się but. Pomyślałem, że nie będę się zatrzymywał, jakoś muszę dobiec do mety. Miałem jednak w perspektywie kilka kilometrów przed sobą i ryzyko, że zgubie buta lub co gorsza wywalę się. Zdjąłem rękawiczki, żeby szybko zawiązać buta, ale mimo wszystko zajęło mi to sporo czasu. Ręce miałem mocno zmarznięte, dlatego tak się guzdrałem, a może korzystałem z okazji żeby złapać oddach. Koledzy z trasy uciekli mi na jakieś 150 m. Zostało jednak mniej niż 4 km do mety, dlatego rzuciłem się z pogon za nimi.

 

Foto: medal

 

W okolicach 18 - 19 km wbiegaliśmy na starówkę. To był jeden z najtrudniejszych odcinków. Dużo kostki brukowej, śliskie mosty, sporo zakrętów, dlatego musiałem mocno uważać gdzie stawiam nogi. Pomimo tych wszystkich trudności drugie 10 km przebiegłem szybciej. Wyszło dokładnie 39:16 min. To mnie troszkę ucieszyło. Kolejny raz udało się pobiec drugą część szybciej. Wprawdzie do mety został 1 km, jednak to już ostatni moment tego biegu, dlatego mogłem rzucić resztki energii na mocny finisz. Tak też było, czas na mecie 1:23:14 nie powala na kolana, ale jestem zadowolony. Przede wszystkim z faktu, że drugą część pobiegłem szybciej pomimo trudności.

 

To nie był mój dobry dzień na bieganie, ale kolejne doświadczenie jest, walka ze słabościami na trasie, to wszystko kiedyś zaprocentuje. W stawce 6057 zawodników, którzy dobiegli do mety półmaratonu byłem na 116 pozycji. Tragedii nie ma. Dla mnie półmaraton nigdy nie był łatwy, ale to zawsze dobre przetarcie przed biegiem ultra. Już za niecałe 2 tygodnie start w Warszawie na 100 km. Trzymajcie kciuki.

 

Foto: certyfikat po biegu

 

 

29 października 2018

Partnerzy