Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Supermaraton Kalisia - Mistrzostwa Polski na 100 km

 

 

O tym, że Supermaraton w randze mistrzostw Polski to moja impreza docelowa 2017 roku było wiadomo już dawno. Wspominałem o tym wielokrotnie. Wszystkie moje przygotowania (cały rok biegania) i startów kontrolnych podporządkowałem pod ten właśnie bieg. Przebiegłem 6,5 tysiąca kilometrów, wliczając w to 8 startów. Wszystkie starty miały zweryfikować moje przygotowania i dać odpowiedz, jaka jest moja dyspozycja na danym etapie przygotowań. Ukierunkowałem się przede wszystkim na poprawieniu szybkości. Wszystkie zawody miałem na dość relatywnie krótkich dystansach od 6 km do maratonu. Samych półmaratonów było 4, do tego 2 maratony, raz 10 km i raz 6,2 km. W tych startach dwukrotnie poprawiałem rekord życiowy w półmaratonie, który teraz wynosi 1:17:47. Jeden rekord w maratonie 2:41:25 (drugi maraton w 2:44h na przełajowej trasie). W treningach nie udało się uniknąć komplikacji. Z różnych powodów wypadło mi sporo jednostek, a 6 tygodni przed setką złapałem przeziębienie. Mimo wszystko ostatni miesiąc mogłem już trenować na pełnych obrotach i podkręcić dobrze prędkości, jednocześnie utrzymując wysoką objętość. Miałem świadomość, że nie udało się zrealizować wszystkiego, ale nic nie mogłem zrobić i musiałem dostosować strategię do aktualnej dyspozycji. Nikomu nie zdradzałem mojego planu, bo nie chciałem składać deklaracji, jeśli nie byłem pewien, na co mnie stać. Najważniejsze było dla mnie miejsce w mistrzostwach i poprawienie rekordu z jesieni 2016. W optymalnych warunkach zakładałem czas na poziomie 7:17h. Na drugim końcu zakładałem czas na poziomie 7:37h. Wydawało mi się, że wolniej niż ten czas nie powinienem biec. Oczywiście po głowie cały czas chodziła mi wygrana. Byłem dobrze przygotowany i nie miałem nic do stracenia. Tak jak wszyscy chciałem wygrać. 

 

Strategia dla mojego serwisanta Maćka

 

Okrążenie Godzina 1 Godzina 2 Godzina na punkcie
1 07:17:00 07:17:00 07:16:01
2 08:24:00 08:27:00 08:22:11
3 09:29:00 09:35:00 09:25:55
4 10:34:00 10:42:00 10:29:44
5 11:39:00 11:49:00 11:36:33
6 12:44:00 12:57:00 12:44:27
7 13:49:00 14:07:00 13:52:32

 

 

Do Kalisza przyjechaliśmy w piątek razem z Maćkiem i Piotrem. Piotrek tak jak ja startował na setkę a Maciek był moim serwisantem. Szybko odebraliśmy pakiety i mogliśmy spokojnie pogadać ze wszystkimi. U Mariusza na biegu zawsze jest super atmosfera. Miałem okazję porozmawiać z wieloma biegowymi kolegami. Tematem przewodnim była oczywiście setka i założenia na sobotni start. Później wizyta w szkole w Blizanowie (baza zawodów) i kolejne godziny na rozmowy. To są piękne chwile. Ostatnim punktem w programie na piątkowy wieczór była kolacja z Elą, Moniką i Adamem oraz ich ekipami. Czas szybko zleciał i zostało przygotowanie stroju startowego i butelek na punkty. Jak to mam w zwyczaju w ostatnich startach na setkę korzystam tylko z własnych butelek.

 

Foto: w biurze zawodów (zdj. Jacek Deneka, Ultra lovers)

 

Jest 4:30 rano w sobotę. Powoli wychodzimy z ciepłych łóżek w hotelu. Wszystko jest już przygotowane, to zostaje nam zjedzenie śniadania i można jechać na trasę. Zanim pojawiliśmy się w Blizanowie, razem z Maćkiem objechaliśmy trasę, aby rozłożyć moje butelki. Była to super okazja, żeby przypomnieć sobie trasę i zobaczyć co nas czeka przez najbliższe pół dnia. Jak się okazało na agrafce w okolicach 10 km była dość spora dziura w asfalcie, którą na szczęście zasypali piachem strażacy przed startem. Było ślisko na tym piachu ale najważniejsze płasko i bezpiecznie. Pozostało mi zapakować się do autobusu i można było jechać na start. Jeszcze w Blizanowie, kiedy czekaliśmy na odjazd, zemdlał jeden z biegaczy (chyba z emocji), dlatego potrzebna była pomoc lekarza. Jak pytałem już po moim biegu wszystko było ok z zawodnikiem i okazało się, że mógł wystartować.

 

Foto: czekam na start (zdj. Jacek Deneka, Ultra lovers)

 

Tuż przed startem ostatnie uściski, zdjęcia i można zaczynać. U mnie strategia była prosta, zaczynam spokojnie. Analizuje sytuacje w czasie biegu i reaguję na zaistniałe warunki. Od samego początku realizowałem założenia. Nie jestem gadułą na trasie, dlatego skupiłem się na tym, aby biec optymalną trasą i z jak najmniejszymi stratami. Moja czujność został nagrodzona już na pierwszych 10 km, ponieważ pomimo tego, że biegłem wolno i z małym nakładem energetycznym pojawiłem się na pierwszym pomiarze 45 sekund szybciej niż zakładałem, a co najażniejsze na wysokim 5 miejscu. Liczyłem, że na 10 km będę w pierwszej 20, a tu jednak bardzo dobra lokata od samego początku. Warunki do biegania mieliśmy bardzo dobre, dlatego można było się spodziewać, że chłopaki pobiegną znacznie szybciej. Cały czas byłem spokojny, ale wiedziałem, że już na tym etapie pierwsza trójka jest daleko przede mną.

 

Plan zakładał, że biegnę spokojnie do 20 km lekko przyspieszając. Trzymałem się tego planu, ale wiedziałem również co robią chłopaki na trasie. Na 25 km dowiedziałem się, że mam już ponad 6 min straty. Przewaga cały czas rosła, dlatego musiałem zareagować. Z jednej strony chciałem trzymać się planu, ale z drugiej strony bałem się, że przewaga będzie zbyt duża w drugiej części dystansu. Dodatkowo zauważyłem, że na trasie cały czas przebywał serwis Kamila, który dokładnie informował go co dzieje się za jego plecami. Postanowiłem zaryzykować i mocniej przyśpieszyłem. Nie zależnie od tego jaką podejmę decyzję, to mogło się źle skończyć dla mnie. 

 

Foto: na trasie o poranku (zdj. Jacek Deneka, Ultra lovers)

 

Na efekty mojego ruch nie trzeba było czekać długo. Szybko awansowałem i zaczynałem kontrolować sytuację. Na moje nieszczęście cały czas lider przyśpieszał i moja strata do niego rosła. Na 40 km było to już ponad 7 min. Pomimo tego, że biegłem już po 4:10-4:15 nie mogłem zniwelować straty. Zdałem sobie sprawę, że ta moja pogoń może przynieść dwa różne rozwiązania. Po cichu liczyłem, że rywal opadnie z sił, ale wiedziałem również, że to samo może spotkać mnie.

 

Foto: na trasie (zdj. Jacek Deneka, Ultra lovers)

 

Całkowicie zatraciłem się w tym, co się dzieje z pozostałymi zawodnikami. Skoncentrowałem się na mocnym tempie i na 49 km wyszedłem na drugie miejsce. Wszystko układało się po mojej myśli poza jednym faktem. Moja strata cały czas rosła. Na 55 km traciłem do lidera 9 minut. Wiedziałem, że to jeszcze długa droga i wszystko jest możliwe, ale z drugiej strony zacząłem odczuwać skutki mojej pogoni za nim. Jak by tego było mało, praktycznie od tego 55 km odczuwałem mocny ból w udach. Mimo wszystko starałem się trzymać tempo. Wszystko zmieniło się na 65 km.

 

Foto: na trasie (zdj. Jacek Deneka, Ultra lovers)

 

Do mety pozostał mniej niż maraton a ja dalej nie mogę zniwelować straty do Piotra. Moje tempo zaczyna lekko spadać przez to, że coraz bardziej dokucza mi ból. Jak by tego było mało zauważyłem, że serwis Kamila coraz częściej kontroluje mój czas na poszczególnych odcinkach. Zdałem sobie sprawę, że karty zaczynają się odwracać. To wszystko sprawiło, że biegło mi się coraz trudniej. Kiedy wbiegałem na 70 km wiedziałem, że nie jest dobrze. Strata była już 10 min i tylko magiczny przypływ mocy mógł dawać nadzieję na walkę o wygraną. Tego światełka w tunelu jednak nie widziałem. W takich chwilach nie biega się łatwo. Dodatkowo moja przewaga nad Kamilem topniała i po 78 km przez jakiś czas biegliśmy razem. Niespełna kilometr później Kamil miał już dość bezpieczną przewagę. W tym momencie myślałem tylko o tym, aby z jak najmniejszą stratą dobiec do 85 km. Tak przed ostatnia pętla była najtrudniejsza dla mnie i jak sie okazało kluczowa do ostatecznego układu sił. Zaczęła się kalkulacja gdzie aktualne tempo biegu mnie zaprowadzi. Na agrafce zdałem sobie sprawę, że za plecami nie ma nikogo i muszę dotrwać do tej setki. Kiedy sprawdziłem wyniki po biegu okazało się, że przewaga wynosiła ponad 40 min. Tego jednak nie wiedziałem.

 

Foto: na trasie (zdj. Jacek Deneka, Ultra lovers)

 

Ostatnie okrążenie to już odliczanie kilometrów. Jeszcze 14, jeszcze 12,5 i tak dalej. Cały czas zmagałem się z bolącymi nogami, ale bolało już 40 km to ostatnie 5 nie robiło większej różnicy. Zostało dobiec do mety i cieszyć się z faktu, że dotrwałem. Wisienką na torcie miał być medal Mistrzostw Polski. Nie wiedziałem jak będzie z rekordem życiowym. 

 

Foto: na mecie 3 medaliści (zdj. Maciej Lesiak)

 

Na mecie pojawiłem się w czasie 7:22:32 i to jest moja nowa życiówka. Po filmikach i zdjęciach widać, że wyglądałem dość dobrze na mecie. Pomimo tego, że poprawiłem się o 5:14 min to wyglądałem lepiej niż w Hiszpanii w 2016 roku. Jestem bardzo zadowolony, bo walczyłem praktycznie przez cały bieg o jak najlepszy wynik. Chłopaki postawili mi wysoko poprzeczkę, a różnica mniej niż 7 minut między nami pokazuje jak blisko byliśmy.

 

Jestem bardzo zadowolony z medalu Mistrzostw Polski. Tego dnia była to najlepsza trójce w Polsce na rok 2017 i to jest fakt. W ostatnich latach co start udaje mi się ustanowić rekord życiowy na 100 km. Co jest jednak najważniejsze, że mam jeszcze możliwości, żeby biegać szybciej. To jest super motywacja przed Mistrzostwami Świata w 2018.

 

Do tej pory przebiegłem klasyczną setkę na asfalcie 5 razy. Poniżej pełna lista. Jak widać przełomowy okazał się rok 2016. 

 

Data

Czas

Miejsce

Bieg

20/10/2012

08:42:12

Blizanów, PL

Open

12/09/2015

08:48:26

Winschoten, NL

MŚ i ME

10/04/2016

07:45:25

Seregno, IT

Open

27/11/2016

07:27:46

Los Alcazares, ES

04/11/2017

07:22:32

Blizanów, PL

MP

 

Teraz odpoczywam, analizuje start i powoli będę zaczynał przygotowania do kolejnego startu. Tym razem Mistrzostwa Świata w Chorwacji. Na zdjęciu poniżej mój pierwszy medal mistrzostw. 

 

Foto: medal MP (zdj. Maciej Lesiak)

 

Na koniec chiałem podziękować mojej żonie za pomoc w przygotowaniach i przede wszystkim za zrozumienie. Maćkowi za super serwis na trasie. Wszystkim kibicom na trasie, tym przed ekranami komputerów, telefonów i zawodnikom za ich miłe słowa na trasie. Ogromne gatulacje dla wszystkich za to, że walczyli na trasie i wygrali ze złabościami. Gratulacje dla Piotra i Kamila za ich walkę i sukces. 

 

Mojemu klubowi Zawisza Stara Kużnia, Drużynie ASICS FrontRunners Polska

 

Firmie ASICS za wsparcie sprzetowe, MuayKremPolska, Sziols, Suunto, Vitesse, i innym którzy w mniejszym lub większym stopniu pomogli mi w realizacji celów biegowych.  

 

 

 

06 listopada 2017

Partnerzy