Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Pierwsza część sezonu 2018

Pierwsza część sezonu to wygrany maraton (Holandia) i 2-ie miejsce w biegu 12-godzinnym (Szwajcaria). Były też inne starty choć nie za wiele, raptem 5 razy stawałem na lini startu w pierszym połroczu 2018.

 

To mój kolejny rok, kiedy mocno zaczynam sezon. Moim docelowym startem jest 100 km, dlatego wszystkie biegi i treningi podporządkowane są pod ten cel. W tym roku będą to mistrzostwa świata w Chorwacji, 8 września i Mistrzostwa Polski, 10 listopada w Warszawie. Terminy obu imprez są blisko siebie, ale nie mogę odpuścić tak ważnych startów. Zrobie co w mojej mocy, żeby odpowiednio się zregenerować i przygotować formę na oba starty.

 

Tak jak wspominałem w pierwszej połowie 2018 roku wystartowałem w 5 zawodach (10 mil, 3 maratony, bieg 12-godz.). Na początku był to maraton w Barcelonie w połowie marca. Pojechałem do Hiszpanii po miesięcznej przerwie w treningach spowodwanej kontuzją. Można powiedzieć start z marszu, mimo wszystko udało mi się pobiec dość dobrze. Na mecie zameldowałem się w czasie 2:58:32. Nie był to łatwy bieg z kilku powodów. Pierwszy to przerwa w treningach, a drugi to zbyt mocny początek biegu. Wystartowałem mocno licząc na koncowy sukces. Ambicje wzieły górę i musiałem za to zapłacić w drugiej części dystansu. Relację z tego maratonu możecie przeczytać tutaj.

 

 

Kolejny starto to maraton w Warszawie w połowie kwietnia w ramach Mistrzostw Polski. Tym razem udało się przybiec troszkę szybciej, mój czas to 2:57:11. Czas nie były rewelacyjny, ale miałem sporo do nadrobienia, a forma była daleka od optymalnej. Wydaje mi się, że pobiegłem na miarę moich możliwości w tym okresie. Najważniejsze było to, że biegłem równo i kontrolowałem ten maraton od początku do końca. Na mistrzostwach uplasowałem się na 16 miejscu. Relację z tego maratonu możecie przeczytać tutaj.

 

 

Przełom nastąpił w połowie maja. Miałem okazję więcej potrenować i zdecydowałem się na spontaniczny mocny bieg 12-godzinny w Szwajcarii. W nocy z 12 na 13 maja wystartowałem w parku w Bazyleii na pętli 1,1 km właśnie w zmaganiach 12-godzinnych. Postanowiłem zaryzykować i pobiec mocno od samego początku. Taka taktyka okazało się dobra, bo praktycznie do samego końca walczyłem na trasie o wygraną. Ostatecznie w Bazylei byłem drugi z bardzo dobrym wynikiem 133,1 km. Zmęczenie było duże, ale radość z podium jeszcze większa. Najważniejsze jednak było to, że zrobiłem kolejny krok w przygotowaniach do mistrzostw i to dość znaczący krok. Poprawiłem mój rekord życiowy o prawie 31 km. W połowie roku jest to 15 wynik na świecie. Relację z tego biegu możecie przeczytać tutaj.

 

 

Kolejne tygodnie to treningi, start w biegu na dystansie 10 mil (16,1 km) i co najważniejsze kolejny mocny maraton. Tydzień po zmaganiach w biegu 12-godzinnym wystartowałem na dystansie 10 mil w Bern (Szwajcaria). Ten start w przeciwiństwie do poprzedniego miałem już zaplanowany od dawna. Na trudnej trasie (dużo podbiegów i kostki) uzyskałem dobry jak na mnie czas 1:03:21. To było bardzo dobre przetarcie na większych prędkościach. Kolejna cegiełka w przygotowaniach do setki. Relację z tego biegu możecie przeczytać tutaj.

 

 

W drugiej połowie czerwca pojawiłem się w Holandii, gdzie pobiegłem w Maasdijk Maraton. Jest to dość mały bieg, ale organizacja całej imprezy jest profesjonalna, dlatego zdecydowałem się na start. Miałem też osobiste porachunki do wyrówniania. W 2012 roku byłem w tym biegu na 4-tym miejscu, dlatego musiałem powalczyć. Dodatkowo była to super okazja, aby zweryfikować treningi. Jak się okazało tempo, jakie narzuciłem od początku biegu było na tyle duże, że cieszyłem się z pozycji lidera od pierwszych metrów tego biegu. To było dla mnie nowe doświadczenie. Pierwszy raz prowadził mnie samochód z zegarem i motocykliści. W czasie tego biegu czułem się jak zawodnik elity. Widaomo to nie to samo co biec za zegarem w największych maratonach, ale dla mnie super doświadczenie. Na trasie kibice mocno mnie dopingowali i to były własnie takie chwile, dla których wylewam setki litrów potu na treningach. Nie mogło skończyć się to inaczej niż moja wygrana. Dzieki temu, że biegłem równo udało mi się zbudować dużą przewagę i niezagrożony wbiegłem na metę. Czas 2:55:53 nie jest mocno wywindowany, ale uzyskany w samotnym biegu, po krętej trasie z licznymi podbiegami. Może to się wydawać dziwne, że w Holandii są podbiegi, ale przebiegaliśmy przez wiele mostów, w okolicach kanałów i pomimo małego nachylenia było ich bardzo dużo. Nie mogło zabraknąć oczywiście mocno wiejącego wiatru. To wszystko z 24-26 stopniami Celsjusza miało swój wpływ na wynik. Jak to się jednak zwykło mówić, zwycięzcy się nie ocenia. Drugi zawodnik zameldował się 28 min a trzeci 32 min za mną. Relację z tego biegu możecie przeczytać tutaj.

 

 

Przez te pierwsze 6 miesięcy przebiegłem ponad 3 tysiące kilometrów i przejechałem na rowerze prawie tysiąc. to jednak tylko początek. W najbliższych tygodniach czeka mnie największa praca na treningach w przygotowaniach do mistrzostw. Tych startów nie było tak dużo, dlatego ciężko jest odzwierciedlić to co robie na treningach. Z drugiej jednak strony nie chce startować za często, aby nie ingerować bardzo w treningi. Dodatkowo kiedy startuje zawsze staram się rywalizować na najwyższych obrotach i daje z siebie wszystko, dlatego nie mogę startować tak często. Regeneracja to bardzo wazny element w całym procesie przygotowań. 

 

 

10 lipca 2018

Partnerzy