Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Mistrzostwa Polski 100 km w 2019

Imprezy mistrzowskie to zawsze ważne wydarzenie dla mnie i jeśli sam nie mogę startować to staram się śledzić poczynania naszych sportowców. Tym razem przedstawię wam relację z mojego startu w Mistrzostwach Polski na dystansie 100 km, które w 2019 roku odbyły się w Pabianicach.

 

Wszystko zaczęło się jeden dzień po moim starcie w Blizanowie w 2017 roku. Zaraz po zakończeniu MP w Blizanowie w 2017 roku rozmawiałem z Piotrem Pazdejem, który zaprosił mnie do Pabianic. W niedzielę rano następnego dnia udaliśmy się do parku Wolności, żeby zobaczyć, co można zrobić w drodze do organizacji biegu ultra w Pabianicach. Na tym etapie rozmawialiśmy o biegu 48H. Lokalizacja i potencjalna trasa bardzo mi się spodobała i od samego początku myślałem nie tylko o 48H, ale o innych biegach.

 

Rok później kolejny raz miałem okazję spotkać się z tegorocznymi organizatorami, ale tym razem jechaliśmy razem z Piotrami na MP do Warszawy. Obaj zabrali mnie na ten start. Czas po mistrzostwach leciał bardzo szybko, a dyskusje na temat biegu w Pabianicach rozkręcały się błyskawicznie. Z czasem pojawił się pomysł aby poza 48H zrobić coś więcej. Tak zrodziła się koncepcja biegów na dystansie 100 km i 50 km. Później pojawił się również pomysł organizacji MP na 100 km.

 

Zdj. Ładowanie węgli przed startem

 

Praca z organizatorami z Pabianic była czystą przyjemnością dlatego, kiedy dowiedziałem się, że mogę zostać Ambasadorem tego wydarzenia bardzo się ucieszyłem. Postanowiłem pomóc z moje strony jak tylko mogę, dlatego zaproponowałem aplikację o „IAU Bronze Label”. Wiedziałem, że nie będzie z tym problemu, bo klub „O co biega” profesjonalnie zajął się organizacją, a nadanie tej odznaki IAU było tylko formalnością, co oczywiście się stało.

 

W odniesieniu do sportowych aspektów mojego startu to po listopadowych mistrzostwach w Warszawie w 2018, podjąłem ryzykowną decyzję o zmianie diety (cały czas vege) na kilka miesięcy przed startem. Od początku roku zacząłem przygotowania biegowe i testowałem nową dietę. Jak się okazało nie było to dobre posunięcie. Nie mogłem wejść na wysokie obroty i po 8 tygodniach wróciłem do normalnego żywienie. Troszkę treningów uciekło, ale starałem się dalej pozytywnie patrzeć w przyszłość. Mocno przepracowałem marzec, kwiecień i maj co pozwalało myśleć o dobrym wyniku w Pabianicach. Jeszcze w maju zaliczyłem start w półmaratonie w Niemczech. Na mecie zegar pokazał 1:20:40, ale zaczynałem bardzo spokojnie, bo tempo było na wynik 1:25, a na półmetku 1:23. Drugą część półmaratonu pobiegłem szybciej (strategia negative split) i mogłem pozytywnie myśleć o starcie w MP. Na kilka ostatnich dni przed weekendem w Pabianicach mocno zmniejszyłem objętości na treningach i zacząłem przygotowywać logistykę na ten bieg.

 

Zdj. Moja drużyna (Artu od lwej, Maciek od prawej).

 

Do Pabianic jechaliśmy w 3-osobowym składzie, ale dopiero w sobotę rano. W mojej drużynie był jak zawsze niezawodny Maciek, który serwisuje mnie w MP od kilku lat. Dodatkowo był z nami mój dobry kolega Artur. Artur odpowiedzialny był za strategie, a Maciek za serwis. Ja miałem tylko biegać i realizować założenia taktyczne. Jeszcze przed startem spotkałem bardzo dużo znajomych, ale nie ma się co dziwić, bo do Pabianic przyjechali prawie wszyscy ultrasi. To jest ten czas, który lubię najbardziej, bo mam okazję spotkać tych wszystkich zakręconych tak jak ja biegaczy, a dokładniej całe ekipy. To już normalne, że z zawodnikami przyjeżdżają kibice, wsparcie i kto tylko może.

 

Muszę jeszcze napisać kilka słów o trasie i całej organizacji tego wydarzenia. Ultra Park Weekend poprowadzony był na super płaskiej trasie, zacienionej drzewami, szybkiej z bardzo delikatnymi zakrętami. Mieliśmy idealne warunki, jeśli chodzi o infrastrukturę trasy, do tego bardzo dobra lokalizację, miejsca parkingowe, zaplecze, biuro zawodów i co najważniejsze super ludzie, którzy wspierali te zawody.

 

Od samego początku trzymałem się założeń taktycznych. Nie interesowałem się co dzieje się w czołówce. Miałem swój plan i pierwsze kilometry biegłem za placami naszych super dziewczyn (na mecie top 3). Po 20 km miałem lekki zapas, jeśli chodzi o czas (około 1 min 20 sek.), ale czułem się dobrze dlatego nie reagowałem drastycznie. Plan zakładał, że na 50 km pojawię się po 3h 50 min i dopiero w drugiej części zacznę przyśpieszać. Kolejny raz postawiłem na strategię negative split. Jednak już po tych początkowych 20 km pojawił się lekki ból w biodrze, który miałem również w 2018 roku, ale starałem się nie myśleć o tym. Z czasem zacząłem odczuwać wysoką temperaturę, która towarzyszyła nam od samego początku biegu. Już na 35 km mocno to odczułem. Kiedy zatrzymałem się na małą toaletę, zdałem sobie sprawę jak mocno grzeje, bo wysoka temperatura uderzyła we mnie jak z gorącej suszarki. Jedynym ratunkiem było biec tak aby lekki witr chłodził i co najważniejsze dużo pić Na 50 km pojawiłem się po 3:49:53, czyli tylko z 7-sekundowym zapasem. Byłem zadowolony, bo realizowałem założenia taktyczne pomimo ciężkich warunków. Problemy pojawiły się później, a dokładniej już 5 km po przekroczeniu połowy dystansu.

 

Zdj. na trasie (Marek Janiak)

 

Tempo zaczęło spadać, a po 60 km spadło drastycznie. Pojawił się mocny ból w udzie. Najgorsze bylo to, że kiedy próbowałem przyśpieszać łapały mnie skurcze w łydce. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że jedynym ratunkiem jest „drobienie”. Robiłem bardzo małe kroki, żeby nie męczyć fizycznie nóg skurczami, ale to bardziej mnie to męczyło oddechowo. Kilometry uciekały bardzo wolno i traciłem nadzieję, że dotrwam do tych 100 km. Krytyczny moment nastąpił po 70 km, ból w nogach był już tak duży, że musiałem ratować się marszem. To bardzo mocno wpłynęło na moje morale i myślałem tylko o tym, jak tu skończyć te męczarnie. Kiedy Suunto pokazał 80 km i pojawiłem się w punkcie u chłopaków usiadłem na krześle za stolikiem serwisowym. To był pierwszy raz, kiedy spotkałem się z taką sytuacją. Byłem już tak zmęczony, że postanowiłem zakończyć tą nierówną walkę. Mówię do chłopaków, że to już koniec, ale jakimś dziwnym trafem nie reagowali. Nie wiem, czy specjalnie mnie ignorowali, czy sami byli już zmęczeni, ale widziałem brak reakcji. Muszę przyznać, że się zdenerwowałem, chciałem ich potwierdzenia i co najważniejsze akceptacji, że to już koniec, a oni byli jacyś nieobecni. Wstałem z krzesła i poszedłem biegać dalej. To chyba podziałało na mnie bardzo mocno, bo od tego momentu zacząłem biec bez przerwy. Coś się zmieniło, zacząłem spokojnie i tak udało się przebiec całe okrążenie. Na kolejny dalej biegłem i w oddali zobaczyłem Milenkę. Poprosiłem ją o wsparcie, bo mam ciężkie chwile, a Milenka jak zaczarowana kibicowała za każdym razem jak się mijaliśmy. To był przełomowy moment w tym starcie. Po kilku okrążeniach Artur krzyczy do mnie, że biegam już po 6:50 min / okrążenie (1 okrążenie = 1535,16 m). Za wszelką cenę chciałem jak najszybciej mieć to za sobą. Kolejny raz poprosiłem Adama, który pracował przy macie pomiarowej o aktualizację jak wygląda moja sytuacja na trasie i okazało się, że szybko doganiam 7 zawodnika. To jeszcze bardziej nakręcało mnie i praktycznie w locie odrobiłem całą stratę. Do 5 Romana miałem już zbyt dużą stratę i nie dałem rady go dogonić, ale mimo wszystko trzymałem mocne tempo biegu.

 

Zdj. kilka minut po biegu

 

Na mecie przywitała mnie Gosia i wielu znajomych. Byłem szczęśliwy, że mam to już za sobą. Ostatecznie mój czas 8:10:50 odbiega od mojej życiówki (7:22:32 - 2017), ale sporo przeszedłem w czasie tego biegu. Udało mi się pozbierać i dobiec do końca. Ostatnie 10 km złapałem na zegarku w 44:10 min co przy tak wysokiej temperaturze i całych przejściach uważam za dobrą końcówkę. Apetyt przed startem był dużo większy, ale cieszę się z 6 miejsca w MP, bo nie przyszło ono łatwo.

 

Zdj. Gosia i ja na mecie (Roman Promiński)

 

Teraz czas odpocząć, zaleczyć drobne urazy i wracać do mocnych treningów. Wydaje mi się, że mogę jeszcze troszkę powalczyć na arenie ultra.

Jeszcze raz Wszystkim dziękuję za wsparcie na trasie, kibicowanie, organizatorą za mozliwość startu w super biegu. Cieszę się, że byłem częścią nowego wydarzenia w naszym regionie. 

 

 

17 czerwca 2019

Partnerzy