Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Marek Dorosz

Marek to bardzo sympatyczna postać nie tylko w świecie biegów, ale wszędzie. To kolejny Maniac z Poznania. W jego biegowym CV naliczyłem kilkanaście biegów ultra, zarówno w Polsce jak i poza krajem. Bieg 7 dolin, GWINT, Lavaredo Ultra Trail, Sudecka setka i inne. Zapraszam Was do lektury.

 

 

Foto: Maraton Gór Stolowych, 2015

 

Marek co możesz nam powiedzieć o sobie. Podziel się z nami swoją biografią biegacza.

Chyba od zawsze lubiłem się ruszać, coś robić, czymś się zajmować, ale też nie tak by być określanym jako gość z ADHD. Zawsze lubiłem góry i jak już urosłem na tyle, by móc samemu w nie jeździć, bo mieszkam pod Poznaniem, to właściwie nie było roku w moim życiu, żeby w górach mnie zabrakło. Lubię też fotografować i dużo czytać.

 

A jeśli chodzi o bycie biegaczem, to zaczęło się od chęci przebiegnięcia maratonu w Poznaniu 10 lat temu. Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy z konsekwencji. Miałem tylko „potrenować” trochę, tak by jakoś dać radę, choć i tak nie docierało do mnie, jak można biec tyle godzin i kilometrów. Po drodze w trakcie przygotowań była jakaś dyszka, dwie połówki, po nich już wiedziałem, że wsiąkłem na całego. Maraton poszedł dobrze, ale nie bez bólu. Rok a może dwa lata później pojechałem nieświadomie na pierwszy górski maraton, Maraton Gór Stołowych. Biegłem ponad 7 godzin, umordowany, przetrawiony przez góry i ze świadomością, że odkryłem biegowy eden. Zupełnie inna atmosfera niż anonimowe asfaltowe maratony. No a reszta to już konsekwencja tego dla mnie najważniejszego z górskich biegów.

 

Jeśli miałbyś wymienić swoje osiągnięcia co mógłbyś nam powiedzieć ?

Nie mam dobrych życiówek, zawsze jakoś tak biegałem w granicach komfortu. A właśnie, gdybym nie wpadł na pomysł zapisania się zaraz po pierwszym maratonie do klubu biegowego, a w Poznaniu był chyba wtedy tylko jeden, czyli KB Maniac Poznań, to nie wiem, czy poznałbym bieganie po górach, zwłaszcza ultra. Wiesz, biegasz sobie trochę, jedziesz na maraton, połówkę i wracasz. A u Maniaców było zupełnie inaczej, wspólne treningi, wyjazdy, przede wszystkim cała masa ludzi, którzy uwielbiają bieganie. Doradzą, dopingują, roześmianych, zadowolonych i była jednak jakaś rywalizacja. To była trafiona decyzja.

 

Przejdźmy troszkę do statystyk. Jakie masz rekordy na typowych dystansach i ultra?

Jak mówiłem już wcześniej, średnie.

Maraton 3:20 z hakiem. Setki po asfalcie nie biegłem nigdy, choć po lasach i górach trochę się ich uzbierało. Były też stumilówki i nawet 240 w Lądku. Choć muszę przyznać, że z roku na rok biega mi się je coraz szybciej i lepiej. Ciekawe jak będzie w okolicach osiemdziesiątki ? Jakieś rekordy Polski chyba wpadną.

 

Dlaczego zdecydowałeś się wystartować w Spratathlonie ?

Wiesz, jak już zostało się tym ultrasem, to cię kręci takie dalekie bieganie, żyjesz tym.

O Spartathlonie wie każdy ultras, wiesz co to za bieg. Gadasz z ludźmi, którzy go przebiegli, pokonali, widzisz z jakimi emocjami o nim mówią. Pobudza wyobraźnię.

 

Zresztą dwa lata temu byliśmy na Spartathlonie z Izką jako serwis Krzysia Lipińskiego. Na początku widzisz tych ludzi z ponad 50 krajów świata pełnych emocji, wyciszenia, onieśmielenia, a nawet strachu. Myślisz, o kurde coś w tym jest. Potem ten start spod Akropolu, rewelacja! W trakcie biegu to już jakoś różnie, tylko asfalt, ciągły ruch aut, spaliny, harmider. No fakt, atmosfera biegowa rewelacyjna, ale to nie góry i lasy. Tylko im dalej, tym bardziej widzisz biegaczy, którzy mimo niesamowitego zmęczenia się uśmiechają i cały czas prą do przodu, w różnym stylu. Potem meta, takiej jeszcze nie widziałem. Tylu emocji nie ma chyba na żadnym biegu. Wszystko na petardzie, łzy, radość, jest wszystko. Mówię sobie, że choć nie wiem co, to muszę tu przybiec. I jeszcze Japończyk, robiłem zdjęcia, tam meta to fotograficzny samograj, przybiegł taki samuraj na oko 60+ suchy, żylasty, zero emocji na twarzy, podchodzi do stopy Leonidasa całuje i rozkleja się zupełnie, łzy lecą jak u małej wrażliwej dziewczynki. I powiedz, jak tam nie pobiec?

 

 

Który to jest Twój start w tym biegu ?

Pierwszy. Byłem na liście w zeszłym roku, tylko nie biegłem. Nóżka mi się złamała.

 

Co jest takiego wyjątkowego w Spartathlonie, że zdecydowałeś się wystartować ?

Emocje, historia, cała ta niesamowita atmosfera i naprawdę dla mnie potężne wyzwanie.

 

Jaki jest Twój cel na ten bieg  ?

Cieszyć się metą.

 

W jakich butach zamierzasz pobiec ?

Pobiegnę w Altrach Paradigm. Duża amortyzacja i miejsce na palce, a tam jak będzie ciepło, to stopa może puchnąć.

 

Czy masz jakieś specjalne produkty, które będziesz spożywał w czasie biegu ?

Tak, wypróbowane żele i izotoniki, ale też zupki, piwko bezalkoholowe, jakieś batony na bazie kaszki manny. To, co zna mój żołądek.

 

Co według Ciebie będzie najtrudniejsze do pokonania na trasie ?

Asfalt, nie za długi limit i słońce.

 

Kto jest Twoim największym kibicem i będzie wspierał cię w czasie biegu (nie koniecznie na trasie) ?

Oj! największym to Izka moja kochana małżonka, rodzina i przyjaciele biegowi i niebiegowi.

 

Kogo chciałbyś spotkać na mecie w Sparcie ?

To oczywiste przecież.

 

Gdybyś mógł zabrać ze sobą osobę, która przebiegłaby Spartathlon razem z Tobą, kto by to był ?

To tak długi i ciężki bieg, że nie, wiem jaki to by miało wpływ na nasze relacje. Tyle emocji.

 

Co chciałbyś powiedzieć kibicom śledzącym Spartathlon Team Poland na Facebooku

Uszczknijcie choć trochę z tej atmosfery, będą na pewno relacje. A każdemu życzę, by tam kiedyś wystartował.

 

Dziękuje za rozmowę i życzę udanego pobytu w Grecji.

 

14 września 2018

Partnerzy