Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Podsumowanie 2016 roku

Długo się zastanawiałem co napisać o tym 2016 roku. Praktycznie każde ważniejsze biegowe wydarzenie doczekało się opisu. Ten wpis ma na celu zebranie wszystkiego, co się wydarzyło w moim biegowym życiu w tym 2016 roku. To był kolejny rok wielu zmian i patrząc z perspektywy czasu, słusznych zmian.

 

Podobnie jak w poprzednich latach skupiłem się na dystansie 100 km. Plan zakładał dwa mocne starty na tym dystansie. Na pierwszy ogień poszedł wiosenny start, w których chciałem poprawić się na tyle w setce, aby realnie myśleć o starcie na Mistrzostwach Świata. Start w Seregno na początku kwietnia był moim celem numer 1 na początku roku. Pozostałe starty miały mnie odpowiednio zmotywować i przygotować do imprezy docelowej na jesieni. Zbierałem cenne doświadczenie z każdym kolejnym startem i co najważniejsze uczyłem się siebie samego. Poznałem wielu biegaczy, ludzi związanych z bieganiem. Pojawiły się też nowe elementy, o których troszkę później.

 

Foto: piękne chwile na mistrzostwach w Hiszpanii (zdj. Zakrzewscy)

 

Ten 2016 rok był rekordowy pod każdym względem. Tak dużo i intensywnie jeszcze nie biegałem. Na koniec roku mam już ponad 7800 km. Wystartowałem w 15 biegach, co również jest moim rekordem. Jedna trzecia (5) to biegi ultra, do tego 2 maratony, 3 półmaratony, 2 sztafety a reszta to krótsze dystanse. Częste starty w zawodach zaowocowały poprawieniem moich rekordów praktycznie na każdym dystansie. Dziesięć razy ustanowiłem nowe rekordy życiowe, do tego kilka razy poprawiałem własne rekordy tras. Dwa razy stałem na podium w open i 6 razy w kategorii wiekowej. Miałem też kilka czwartych miejsc.

 

Najważniejsze jednak dla mnie było przełamanie kilku barier. Przede wszystkim poprawiłem się na sto kilometrów. Od dłuższego czasu chciałem złamać granice 8 godzin i już na wiosnę we Włoszech pobiegłem 7:45h. Byłem mega szczęśliwy i praktycznie pewny wyjazdu na mistrzostwa (aż do mistrzostw miałem najlepszy wynik w Polsce w 2016). W drugim starcie na setkę kolejna bariera 7:30h złamana. Z wynikiem 7:27h zająłem 43 miejsce na świecie. Byłem mega szczęśliwy. Liczyłem na dobry wynik, ale taki czas zaskoczył mnie całkowicie. Dodam, że oba biegi pokonałem w strategii „negative split”.

 

Foto: na podium w Seregno, 6 miejsce open na 100 km

 

Kolejny przełomowy moment to wynik w maratonie. Oficjalnie mój najlepszy wynik ustanowiłem w Barcelonie w 2015 roku (3:03:11). Miałem już kilka biegów gdzie teoretycznie biegałem lekko poniżej 3 godzin, ale dopiero na OWM oficjalnie rozwaliłem system biegnąć 2:46h. Jeśli biegliście w OWM to pamiętacie, że ostatnie 20 km trzeba było biec pod wiatr. Ja dodatkowo biegłem ten maraton 2 tygodnie po mojej rekordowej setce we Włoszech i przez ponad 12 kilometrów (od 22 do 34 km) prowadziłem grupę osłaniając biegnących od wiatru. To był ciężki sprawdzian, a jednocześnie super lekcją dla mnie. Ten bieg pokazał mi również, że mam jeszcze rezerwy i treningi idą w dobrą stronę.

 

Foto: na mecie OWM

 

Muszę napisać również o troszkę zaniedbanym w moim kalendarzu półmaratonie. Zawsze mało poważnie traktowałem ten dystans. Mój najlepszy wynik z 2014 roku, który zrobiłem w Łowiczu to 1:25:12. Teraz nastała nowa era w półmaratonie. Już w pierwszym sprawdzianie na wiosnę rozniosłem moją życiówkę, która do dziś wynosi 1:18:08. Sam nie mogłem uwierzyć, że tak szybko potrafię biegać. Ten bieg wyszedł mi idealnie. Z upływem czasu przyspieszałem na trasie i na mecie miałem super wynik (4 miejsce open). Kolejne 2 półmaratony potwierdziły moją stabilizację na poziomie poniżej 1 godz. 20 min. Z biegu na bieg zaczynałem biegać szybciej i to dodatkowo mnie motywowało do ciężkiej pracy na treningach.

 

Foto: rekordowy półmaraton w Rastatt (wyniki)

 

Ostatni dystans, o którym napiszę należy do tych, który lubię biegać, czyli 50 km. Podobnie jak setkę biegłem dwa razy i tutaj również dwa razy poprawiałem „personal best”. Zaczęło się od 3:38h na początku roku (styczeń), a zakończyło w październiku z wynikiem 3:28h. W obu przypadkach ten sam scenariusz, spokojnie pierwsza cześć, a później ogień do mety. Za każdym razem były to starty z "marszu" w czasie ciężkiego treningu i bez przerwy w treningach, dlatego byłem bardzo zadowolony. Szczególnie druga pięćdziesiątka w Rothenburg wypadła super taktycznie (więcej tutaj). 

 

Foto: sniadanie przed startem

 

Praktycznie wszystkie moje biegi pokonywałem w strategi „negativ split”. To był taki dodatkowy motywator dla mojej głowy, że potrafię panować nad sobą w czasie biegu, walczyć z kryzysem aby sukcesywnie przyśpieszać na trasie. Kontrolowałem cały przebieg zawodów w moim wykonaniu, a co najważniejsze głowa współpracowała z ciałem.

 

To tyle, jeśli chodzi o sprawy typowo biegowe. Nie będę rozpisywał się więcej o trenigu, bo tutaj skupiłem się na przede wszystkim na objętości. Dominowała jedna zasada, biegam dużo, a co najważniejsze treściwie. Wykonałem dużo pracy interwałowej na stadionie, robiłem siłę biegową, aby wzmocnić nogi. Koncentrowałem się na odpowiedniej regeneracji. Typowe treningi wzmacniające sprawiły, że ustrzegłem się poważnych kontuzji i mogłem mocno i regularnie trenować.

 

Foto: w czasie mistrzostw świata w Los alcazares (zdj. Zakrzewscy)

 

To wszystko udało mi się zrealizować dzięki wsparciu mojej żony, która przede wszystkim dała mi dużo swobody i mogłem trenować w komfortowych warunkach. Od początku roku zajmuje się moją dietą. Moja waga ciała stopniowo i stabilnie spadało bez uszczerbku na wydajności na treningach. Co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło do rekordowego balastu pomiędzy tkanką mięśniową a zawartością tłuszczu. Wydaje się, że to nie dużo, ale te kilka „kg” mniej pozwoliło mi biegać szybciej i ustrzec się dodatkowym obciążeniom stawów. Beatka zrobiła ogromną pracę bilansując odpowiednio dietę tak, żeby niczego nie brakowało w moim wegetariańskim jedzonku.

 

Foto: do takiego wskazania wagi udało mi się dojść (27.10.2016)

 

To jednak nie wszystko. Beatka zaopiekowała się nie tylko moim żołądkiem, ale zadbała o odpowiednią regenerację i masaże. To dzięki temu mogłem realizować plan treningowy, biegać dwa razy dziennie i mieć jeszcze siłę na koniec dnia, żeby spędzić czas z rodziną.

 

Wydaje się, że to takie oczywiste, ale pomagało mi to nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Miałem świadomość, że robie wszystko co w mojej mocy aby jak najlepiej się przygotować a to później zaprocentowało i trening oddał w najważniejszym momencie mojego biegowego sezonu 2016.  

 

Teraz czas zacząć przygotowania do kolejnego sezonu. O planach startowych już pisałem (więcej tutaj), teraz czas zabrać się do pracy.

 

Wszystkim składam serdeczne życzenia na nadchodzący 2017 rok. Przede wszystkim dużo zdrowia i motywacji.

 

 

28 grudnia 2016

Partnerzy