Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

Podsumowanie pierwszego półrocza

 

Podsumowanie pierwszego półrocza 2017 roku

 

Ten czas tak szybko leci i bardzo dużo się wydarzyło. Udało się zrealizować bardzo wiele, poprawić bardzo wiele, ale najważniejsze nauczyć się jeszcze więcej. Pojawili się nowi ludzie w moim biegowy życiu, a także nowe wyzwania. Oczekiwania są zawsze duże i tego się trzymam, ale pamiętam też, że robię to dla własnej satysfakcji. Po tych 6 miesiącach przyszedł czas na podsumowanie. 

 

  • 6 startów

  • 4 podium

  • 2 rekordy życiowe

  • 1 wygrany bieg

 

W ciągu 6 miesięcy przebiegłem ponad 4 000 km, wystartowałem w 6 zawodach. Wskoczyłem 4 razy na podium (2 open, 2 kategorii wiekowej). Ustanowiłem 2 rekordy życiowe (półmaraton 1:17:59, maraton 2:41:27). Wygrałem jeden bieg ustanawiając rekord trasy. Tak w dużym skrócie wyglądała pierwsza połowa 2017 roku.

 

Sam początek roku nie był najlepszy dla mnie. Sporo się działo, ale nie było to związane z bieganiem. Straciłem kilkanaście dni w styczniu i kilka w lutym, dlatego mój pierwszy start miałem dopiero w drugiej połowie marca. Zdecydowałem się sprawdzić na dystansie 10 km i jedyne co moge powiedzieć pozytywnego o tym starcie to, 3 miejsce w kategorii wiekowej. Sam bieg nie należał do udanych. Czas 0:40:20 na 10 km na tym etapie przygotowań był bardzo słaby. Jak się później okazało miałem słaby dzień. Kolejne starty potwierdziły to dokładnie.

 

Dwa tygodnie po feralnej dyszce wystartowałem w półmaratonie we Freiburgu. Cały czas miałem w głowie tą słabą dyszkę i to odbiło się na moim starcie w połówce. Pierwszą część pobiegłem bardzo zachowawczo, a kiedy zorientowałem się, że jest wolno zacząłem gonić wynik. Ostatecznie dobiegłem do mety tylko 23 sekundy wolniej od rekordu życiowego. Ostatnie 11,1 km pokonałem szybciej niż 10 km dwa tygodnie wcześniej.

 

Foto: pełna koncentracja na trasie we Freiburgu, okolice 10 km (zdj. Julian Eckmann)

 

To był przełomowy moment dla mnie. Upewniłem się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zacząłem też zbliżać się do mojego docelowego startu jakim miało być 50 km na początku maja. W ramach mistrzostw Łotwy miałem sprawdzić się na pięćdziesiątce, którą bardzo lubię biegać. To jednak nie było mi dane. Kilka tygodni przed startem dowiedziałem się, że zawody zostały przeniesione na wrzesień.

 

Szybko przeanalizowałem co mogę zrobić i zdecydowałem, że zamiast 10 km w ramach Orlen Warsaw Marathon pobiegne właśnie maraton. Dodatkową motywacją były rozgrywane w ramach tego startu Mistrzostwa Polski. To była bardzo dobra decyzja. Pomimo tego, że biegłem cały maraton sam poprawiłem ustanowiony rok wcześniej w tej samej imprezie wynik o 5 min. Od tego maratonu moja życiówka to 2:41:27. Na dodatek zająłem bardzo wysokie 7 miejsce w Mistrzostwach Polski. Byłem bardzo zadowolony. Miałem wrażenie, że mogę jeszcze szybciej pobiec, co motywowało mnie jeszcze bardziej do treningów.

 

Foto: pełna kontrola na trasie (zdj. OWM)

 

Po 4 tygodniach mocnych treningów postanowiłem sprawdzić się kolejny raz. Pojawiła się okazja startu w półmaratonie przebiegającym przez 3 kraje: Szwajcarię, Francję i Niemcy. Nie miałem nic do stracenia i postanowiłem wystartować z marszu. Nie liczyłem na rewelacyjny wynik. Dodatkowo już w czasie biegu okazało się, że trasa jest dość trudna a ja dodatkowo miałem kilka przygód. Jak się później okazało to był kolejny rewelacyjny start. Zająłem 2 miejsce w biegu, 1 w kategorii wiekowej. Dodatkowo ustanowiłem nowy rekord w półmaratonie. Mogłem cieszyć się z czasu poniżej godziny i 18 min (1:17:59). To było jedno z największych zaskoczeń w mojej biegowej historii. Miałem pewien niedosyt, bo troszkę czasu straciłem przez zawirowania w czasie biegu, ale byłem bardzo zadowolony.

 

Foto: dekoracja Dreilander Lauf (zdj. Beata Bedkowska)

 

Kolejny start czekał mnie dokładnie za 10 dni. Tym razem zdecydowałem się na „sprint”. Wystartowałem na dość nietypowym dystansie 6215 m. Jak się później okazało wypadłem bardzo dobrze. Zająłem 5 miejsce i dodatkowo 3 w kategorii wiekowej. Bieg był bardzo szybki. Średnia 3:24 min/km. Jak na mnie super szybko.

 

Najlepsze jednak czekało na mnie już na koniec pierwszego półrocza. Czułem, że forma rośnie i postanowiłem to wykorzystać. Zrobiłem kilka mocnych treningów na stadionie i postanowiłem wykorzystać ten moment i sprawdzić się drugi raz w maratonie. Serce podpowiadało mi walkę o wynik w granicach 2:40h lub szybciej. Czasami przewijał się w kalkulacjach wynik 2:37-2:38. Wybrałem bieg w Karlsruhe w Niemczech. Miałem problem ze znalezieniem opisu trasy, ale ze względu na termin i godzinę startu zdecydowałem się zapisać. Przewijał się jeszcze maraton w Szczecinie, ale łatwiej było mi logistycznie z tym w Niemczech.

 

Kilka dni przed startem panowały ogromne upały, dlatego trenowałem w samo południe, aby choć troszkę przygotować się na to co będzie mnie czekać w maratonie. Jak się okazało była to słuszna decyzja. W sobotę było 30 stopni, dlatego moje treningi w upale teoretycznie powinny pomóc. Pociłem się od samego siedzenia na ławce, a w perspektywie kiklu minut czekał mnie maraton.

 

Na 30 sekund przed startem w naszym punkcie pojawił się lider biegu na dystansie 80 km. Ponieważ biegliśmy na tej samej trasie (my mieliśmy przebiec ostatnie 42 km trasy 80 km), miałem w perspektywie małą pogoń za liderem już od samego startu, taki mały motywator.

 

Foto: koncentracja przed startem (zdj. M. Ripberger)

 

Od samego początku biegłem pierwszy. Nikt nie zdecydował się biec ze mną. Była to dla mnie dobra sytuacja, bo mogłem kontrolować tempo. Troszkę byłem zaskoczony, ale dobrze dla mnie, bo to ja rozdawałem karty. Cały maraton opisałem dokładnie w poprzednim wpisie, dlatego nie będę go dokładnie streszczał. Najważniejsze jest to, że praktycznie przez cały bieg koncentrowałem się na pilnowaniu znaczników trasy, a nie na tym jakie mam tempo biegu czy co się dzieje za plecami. To jednak i tak nie pomogło za wiele, bo zgubiłem trasę 2 razy. To nie wpłyneło znacząco na koncowy wynik, bo wygrałem cały maraton i jak się później okazało ustanowiłem rekord trasy. Gdyby nie ta strata czas oczywiście miał bym lepszy, ale cieszyłem się ogromnie z wygranej. 

 

Na koniec muszę wspomnieć o Mistrzostwach Świata w biegu 24-godzinnym. Pojechałem tam w celu wspierania naszej reprezentacji. Dane było mi uczestniczyć w historycznym wydarzeniu w biegach ultra. Pięć medali, mistrzostwo świata, rekord świata, wicemistrzostwo indywidualnie i wicemistrzostwo dla obu drużyn, brązowy medal indywidualnie, rekord polski, 7 rekordów życiowych. Dodatkowo trzy medale mistrzostw świata masters. Tego wszystkiego autorami byli nasi kadrowicze, a ja byłem częścią tego wszystkiego. Piękne chwile i super doświadczenie w nowej dla mnie roli.

 

Foto: koncentracja przez 24H to podstawa (zdj. Bartek Grzegorczyk)

 

To było bardzo udane półrocze. Pomimo wolnego początku ostatecznie udało mi się złapać drugi oddech i objętościowo zrobiłem najwięcej kilometrów w mojej przygodzie z bieganiem. W porównaniu do 2016 roku, który do tej pory był rekordowy i tak wykręciłem ponad 200 km więcej. Dodatkowo mocno przyśpieszyłem na treningach. Skupiłem się bardziej na szybkości, co zaowocowało zmianą zakresów biegowych. Zmieniłem też strategię startową, gdzie skupiłem się na relatywnie krótkich dystansach. Wcześniej miałem więcej startów w ultra. Jak dobrze widać po wynikach to dobra droga i będę dalej ją kontynuował, bynajmnie w tym roku.

 

Foto: jak zawsze optymistycznie i z uśmiechem patrzę w przyszłość (zdj. Beata Bedkowska)

 

Cel na drugą połowę 2017 jest jasny. Będzie to oczywiście 100 km w ramach Mistrzostw Polski w Supermaratonie Kalisia. Termin jest dość odległy (4-11-2017), ale na to nie mam już wpływu. Zrobie wszystko, aby przygotować się najlepiej jak mogę i co najważniejsze pobiec na miarę możliwości, walcząc o nowy rekord życiowy. 

 

 

07 lipca 2017

Partnerzy