Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

IAU 24H MŚ

IAU Mistrzostwa Świata w biegu 24 godzinnym w Belfaście 1-2 lipca 2017

Foto: wszyscy z medalami (zdj. Aneta Mikulska)

Mistrzostwa w Belfaście dostarczyły nam bardzo dużo emocji, ale najważniejsze jest jednak to, że przejdą one do historii. Zdobyliśmy najwięcej medali, bo aż 5 (maksymalnie mogło ich być 8). Patrycja została mistrzynią świata i ustanowiła rekord świata (World Best Performance). Sebastian zdobył brązowy medal i jednocześnie ustanowił rekord Polski (najlepszy wynik w Polsce). Ola została vice-mistrzynią świata. Nasze obie drużyny zdobyły srebrne medale. Zdobyliśmy również 3 medale w Mistrzostwach Świata Masters. Siedmiu zawodników ustanowiło rekordy życiowe. Nasza drużyna pań ustanowiła rekord Europy (European Best Team Performance). Każdy zawodnik wraca z minimum jednym medalem z mistrzostw !!! Pod względem poziomu były to jedne z najlepszych mistrzostw.

Żadna inna reprezentacja nie zdobyła tylu medali.

  • Polska 5 medali
  • USA 3 medale
  • Japonia 2 medale
  • Szwecja 1 medal
  • Niemcy 1 medal

Foto: medalowa drużyna (zdj. Aneta Mikulska)

Same przygotowania do wyjazdu rozpoczęły się dużo wcześniej. Już wczesną wiosną powstało wydarzenie w mediach społecznościowych i rozpoczęliśmy z zawodnikami i ich zespołami przygotowania logistyczne. Jak wiadomo na imprezach mistrzowskich liczą się przede wszystkim miejsca i medale, ale my postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę i chcieliśmy walczyć o wszystko. Jakie były tego skutki przeczytaliście wyżej. Medale, rekordy świata, życiówki. Można powiedzieć, że nasze oczekiwania i założenia zostały zrealizowane z dużym zapasem.

Po mistrzostwach w Łodzi poznaliśmy ostateczny skład Reprezentacji. W jej skład weszli

Nazwisko i imię

Podstawa kwalifikacji (wynik)

Wynik na mistrzostwach

Basa Przemysław

236.776 km

248.309 km

Bereznowska Patrycja

256.246 km

258.339 km

Białobrzeski Sebastian

249.633 km

265.535 km

Biegasiewicz Monika

224.193 km

230.817 km

Elwart Roman

241.708 km

249.785 km

Grabska-Grzegorczyk Milena

227.511 km

184.863 km

Matejczuk Agata

232.285 km

228.603 km

Niwińska Aleksandra

245.101 km

251.078 km

Radzikowski Andrzej

258.228 km

211.152 km

Rajda Aneta

214.172 km

225.306 km

Szynal Paweł

261.181 km

202.863 km

 

W Belfaście większość naszej kadry pojawiła się dopiero w piątek. Kilka osób z naszej licznej ekipy przyjechało kilka dni wcześniej. Łącznie mieliśmy na miejscu ponad 30-osobową ekipę. Dodatkowo mogliśmy liczyć na wsparcie polaków mieszkających tu na miejscu. Można powiedzieć, że pod kątem obsługi byliśmy super przygotowani. Jak to zwykło się mówić "mogło być lepiej", ale nie mogliśmy kręcić nosem.

Tutaj chciałem wspomnieć o Anecie Mikulskiej, która była naszym oficjalnym przedstawicielem mediów. Anetka przez cały czas robiła nam zdjęcia dzięki czemu będziemy mieli piękny reportaż z tych mistrzostw. W tym zadaniu wspierali ją również inni (Kasia, Adam, Radek, ...).

Foto: Anetka w pracy (zdj. Jacek Bedkowski)

 

Jeszcze w piątek odbyło się kilka spotkań. Na początek kongres IAU, na którym głosowaliśmy nad zmianami w statucie IAU. Później odprawa techniczna dla wszystkich federacji, weryfikacja strojów i odbiór numerów startowych. Po tych wszystkich spotkaniach mieliśmy naszą wewnętrzną odprawę techniczną, na której omawialiśmy wszystkie aspekty i wymogi regulaminowe. Rozmawialiśmy o szczegółach biegu, strategii i obsłudze całego wydarzenia przez serwisantów. Pojawiły się pewne utrudnienia, jak brak prądu w namiotach, dlatego serwisanci musieli szybko przygotować alternatywne rozwiązania. Chcieliśmy być jak najlepiej przygotowani, bo każdy wiedział, że będziemy walczyć o jak najwyższe lokaty. Jakby tego było mało, jak na jeden dzień, na koniec czekała nas ceremonia otwarcia i mały poczęstunek czyli „pasta party” na koniec.

 

Foto: nasza drużynowa odprawa techniczna (zdj. Robert Opolski)

 

Jeszcze tego samego dnia rano, dotarła też do nas zła wiadomość. Okazało się, że Patrycja wylądowała w szpitalu i nie było pewne czy będzie mogła wystartować. Wierzyliśmy, że nasza liderka szybko upora się z tym, dlatego potwierdziliśmy jej start i czekaliśmy na wieści od jej ekipy. Jak się później okazało służba zdrowia interweniowała bardzo skutecznie i postawili nam Patrycję na nogi.

 

Foto: w drodze na trasę (zdj. Adam Starzyński)

 

W sobotę od wczesnych godzin zbieraliśmy się już na trasę biegu. Muszę przyznać, że impreza była bardzo dobrze zorganizowana i nie było za bardzo, do czego się przyczepić. Na 30 min przed startem zawodnicy udali się na ostatnią weryfikację, sprawdzenie strojów, numerów, chipów i można było się szykować do startu.

 

Foto: nasz namiot serwisowy przed startem (zdj. Adam Starzyński)


Od samego początku na prowadzenie wysunęli się biegacze z Litwy, Łotwy, Węgier i jeden zawodnik z RPA, który jak się szybko wyjaśniło startował w biegu open. Pozostali zawodnicy realizowali swoje założenia i biegli zgodnie z planem, wliczając naszych. Można powiedzieć, że do 8-ej godziny nie było za wiele do przekazywania naszym kibicom poza faktem, że zarówno panie, jak i panowie biegli na rekord świata. O ile u panów było ich 3, to u pań kilka zawodniczek biegło na wynik w okolicach 280 km. To oznaczało, że poprawią rekord Patrycji, o jakieś 25-30 km. Takie tempo w obu przypadkach mogło oznaczać tylko jedno, że wygrają ci zawodnicy, którzy zachowają zimną krew.


Pomimo upływu czasu tempo biegu nie spadało. Na trasie zaczęły jednak pojawiać się problemy techniczne. Na początek straciliśmy podgląd na wyniki. Musieliśmy wspomagać się wynikami on-line, wydrukami i bieganiem do namiotu prasowego. Poważny problem pojawił się około 10 godziny, kiedy straciliśmy kompletnie podgląd na wyniki. Minęło 45 min i udało się odzyskać część danych. Jak się później okazało to nie koniec problemów.

Foto: zbieranie cząstkowych wyników (zdj. strona facebook - U.S. National 24 Hour Running Team)

Tuż przed północą wydawało się, że będzie już dobrze. Pojawiły się wyniki, ale okazało się, że jest z nimi coś nie tak. Szybko zweryfikowaliśmy zapiski i po konsultacjach z innymi reprezentacjami okazało się, że wszyscy mają po 4 okrążenia więcej. To jednak nie koniec problemów. Po tym, jak zegar pokazał 12:00:00 wszystkie wyniki zostały wyzerowane na tablicy i system zaczął naliczać od nowa okrążenia. Zrobiło się bardzo nerwowo. Było jasne, że coś jest nie tak. Ostatecznie 45 min później kompletnie straciliśmy podgląd wyników, zegar został wyłączony i odcięto nas od internetu. To był jakiś koszmar. Wszystkim zaczęły udzielać się emocje i w namiocie coraz częściej pojawiały się komentarze, odnoszące się do sytuacji z MP w Łodzi.


Sytuacja robiła się bardzo napięta. Dodatkowo co jakiś czas padał generator zasilania i zawodnicy przebiegali przez maty pomiarowe w ciemnościach. Nic nie ulegało poprawie. Nasi biegacze zaczynali się mocno denerwować, bo nie potrafiliśmy im powiedzieć jak przebiega rywalizacja. Gdzie są w stawce. To była bardzo stresująca sytuacja i dla nich i dla nas. Organizator zasłaniał się problemami technicznymi a my chodziliśmy po omacku. Rozmowy z prezydentem IAU też nic nie dały.

 

Video: sytuacja w namiocie (video Belfast24)


Taki cyrk trwał przez ponad 8 godzin. Na 6 godzin przed zakończeniem rywalizacji dostaliśmy pierwsze wyniki. Oznaczało to tylko jedno, zabieramy się za kalkulatory i sprawdzamy co się dzieje z konkurencją. Cały serwis utrzymywał zawodników w biegu, a my liczyliśmy i opracowaliśmy strategię na gorąco.

Ostatnie 6 godzin mistrzostw

Jak się okazało sytuacja wyglądała dość skomplikowanie, ale spodziewaliśmy się tego. Patrycja miała przewagę nad Kathy i musiała kontrolować co robi rywalka. Tutaj mieliśmy troszkę mniej pracy, dlatego skupiliśmy się na innych. Najważniejszy był sukces całej drużyny, ale walczyliśmy wszędzie. Sebastian cały czas był w okolicach 5 miejsce, dlatego mieliśmy dużo pracy. Trzeba było monitorować 9 – 10 zawodników, aby nie powtórzyła się sytuacja z Turynu, kiedy o mało nie straciliśmy srebra. Nie było to łatwe, bo co jakiś czas pojawiali się nowi zawodnicy, którzy biegli szybko i ich też musieliśmy sprawdzać. Wydawało się, że Rudolf (HUN) i Radek (CZE) mają silną pozycję. Wszystko jednak mogło się zmienić i na to liczyliśmy.

Foto: wyniki 18h (zdj. Adam Starzyński)

Wydawało nam się, że reszta ma już wyjaśnioną sytuację, dlatego poza tą dwójką skupiliśmy się na drużynie. Na początek analiza sytuacji dziewczyn. Wiedzieliśmy, że dziewczyny są drugie ze stratą 12-14 km do USA. Podjęliśmy ryzykowną, ale jedynie słuszną decyzję, że zaczynamy przygotowywać dziewczyny do pogoni za Amerykankami. Jak się później okazało podobnie było u panów, którzy byli na 4 miejscu i do medalu tracili około 8 km.

Zostały nam 4 godziny morderczej walki na wszystkich frontach. Patrycja walczyła o rekord świata i wygraną. Sebastian zaczął zbliżać się do strefy medalowej, ale na nasze nieszczęście naciskali go inni biegacze za plecami z pozycji 5-10. Ola zbliżyła się na 6 miejsce i pojawiła się realna szansa na walkę o 4 miejsce. Wymagało to jednak mocnego podkręcenia tempa biegu. Balansowaliśmy na cienkiej linii, bo kilka sekund szybciej na kilometr mogło być tragiczne w skutkach. Dodatkowo zaczynało robić się coraz cieplej. Emocje sięgały zenitu, ale takie są uroki imprez mistrzowskich.


Rozpoczęła się walka na dobre, zostało nam 4 godziny do końca.

Sebastian cały czas utrzymywał mocne tempo, ale goniący go Japończyk i Szwed biegli jeszcze szybciej. W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że będzie ciężko wskoczyć na podium. To jest jednak bieg 24-godzinny. Wspomniany wcześniej Rudolf i Radek biegli bardzo mocno od samego początku i zapłacili za to wysoką cenę. Obaj mocno zwolnili i pojawiła się szansa dla Sebka. Naszym celem było przede wszystkim utrzymanie go na nogach w jak najlepszej kondycji. Praktycznie do ostatnich metrów gonił go czwarty Japończyk, mimo wszystko udało się obronić trzecią pozycję. Jednocześnie Sebastian znacząco poprawił rekord Polski, który od teraz wynosi ponad 265 km.

 

Foto: Sebastian walczy na trasie (zdj. Aneta Mikulska)

Na kompletnie innym biegunie było Ola, która będąc na 6 pozycji zaczęła biec bardzo szybko. W tym czasie wszystkie amerykanki zaczęły mocno zwalniać. To był efekt morderczego tempa przez pierwsze 16 godzin. Ola wyraźnie odżyła podbudowana faktem, że jest szansa na dobre miejsce i pomoc w walce o złoto w drużynie. Nie mogliśmy się nadziwić co wyrabia ta filigranowa dziewczyna. Omijała wszystkich jak tyczki i jednocześnie odrabiała po 2-3 min do największych rywalek (Jansson, Slaby i Nagy). Na 2 godziny przed końcem pojawiły się pierwsze znaki, że Ola może jeszcze powalczyć o medal. Oznaczało to jeszcze większe tempo biegu. To było bardzo ryzykowne posunięcie, ale Maciek wiedział, że musimy to zrobić. Zna Olę bardzo dobrze i wiedział, że będzie się jeszcze bardziej nakręcać. Na godzinę przed końcem miała jeszcze stratę, ale mocno wierzyliśmy, że się uda. Ola biegała już po 4:45 min/km. Od tego momentu już nie śledziliśmy wyników. Nie miało to znaczenia bo Ola miała lecieć swoje i tak też było.

 

Foto: Ola na trasie (zdj. Aneta Mikulska)

Na 15 min przed końcem zaczęła zbliżać się do drugiej Kathy. Nie mogliśmy już nic więcej zrobić, bo Ola biegła tak szybko, że nie dało się więcej przyśpieszyć. Jeszcze 5 min przed końcem była na 3 miejscu (tak nam się wydawało). Te 5 min wystarczyło, żeby wyprzedzić Kathy i odjechać jeszcze na 1/3 okrążenia. O tym, że jest ostatecznie druga dowiedzieliśmy się od spikera już po biegu.

 

Foto: po ogłoszeniu wyników przez spikera (zdj. Maciej Żukiewicz)

Zostały nam do ogarnięcia drużyny. O ile u dziewczyn wiedzieliśmy, że jest medal, o tyle u chłopaków było mniej ciekawie, bo musieli atakować z czwartej pozycji. Sebastian robił swoje, a cała uwaga serwisu skupiła się na Przemku i Romanie. Chłopaki robili co mogli i walczyli o każdy metr. Nasi dzielni biegacze przebierali nogami bardzo szybko i sukcesywnie odrabiali straty. 

 

Foto: Przemek na trasie (zdj. Aneta Mikulska)

Na 1,5 godziny przed końcem wiedzieliśmy już, że mają medal. Decyzja jednak była taka, by nie informować ich o tym. Nie chcieliśmy ryzykować. Ta strategia sprawdziła się bardzo dobrze. Chłopaki biegli tak szybko jak tylko mogli ze świadomością, że dalej ścigają USA w walce o medal. Widzieliśmy jak osłabli węgrzy, którzy byli przed nami, dlatego to była nasza szansa na końcowy sukces. Cała 4 osobowa ekipa węgrów praktycznie szła, dlatego dalej naciskaliśmy chłopaków żeby biegli ile sił. To co wyrabiał Roman na trasie jest nie do opisania. Nakręcał się z każdą minutą biegu. 

 

Foto: Roman walczy na trasie (zdj. Aneta Mikulska)

Do samego końca nie wiedzieliśmy jakie medale mamy w drużynie. Nie miało to jednak znaczenia, bo wszyscy dawali z siebie maksimum możliwości i nie moglismy ich bardziej naciskać. Jaki był ostateczny wynik już sami wiecie. Dwa srebrne medale drużynowo !!!

 

Video: Patrycja i Ola oraz Mazurek Dąbrowskiego (Bartek Grzegorczyk)

Na koniec pozostało nam wypełnienie paru formalności. Musieliśmy dostarczyć naszych medalistów na kontrolę antydopingową, wypełnić dokumenty itd., ale to przy tych wszystkich emocjach jest tylko dodatkową okazją, żeby spędzić troszkę czasu z medalistami i naszymi bohaterami. To były cudowne chwile w Belfaście. Jeszcze długo po biegu dostawaliśmy gratulacje od innych reprezentacji. Pozostało tylko zabrać wszystko i przygotować się na ceremonie wręczenia medali i zamknięcie mistrzostw. Ja musiałem wracać wczesniej do domu, dlatego nie miałem okazji zobaczyć naszych Mistrzów na dekoracji. 

 

Foto: tak naszych bohaterów przywitali na lotnisku (zdj. Adam Starzyński)

 

03 lipca 2017

Partnerzy