Reprezentant Polski

w Biegach Ultra

 I don't stop when I'm tired, I stop when I'm done !!!

 

OWM 2017

W ramach OWM planowałem pobiec dyszkę, a wyszedł maraton z nowym rekordem życiowym 2:41:27.

 

Plan na Orlen Warsaw Maraton 2017 miałem ustalony już kilka miesięcy wcześniej. Zakładałem, że pobiegnę 10 km w ramach tej imprezy, jednak życie pisze swój własny scenariusz, na który czasami nie mamy wpływu. Mój wybór o starcie na dystansie 10 km podyktowany był tym, że dwa tygodnie później (6 maj) miałem pobiec 50 km w ramach mistrzostw Łotwy. Organizator poinformował mnie na 1,5 tygodnia przed Orlenem, że impreza została przeniesiona ma wrzesień. To wszystko skomplikowało mi plany startowe i treningowe. Całe ziomowo-wiosenne przygotowania były podporządkowane pod start na Łotwie.

 

Zacząłem przeszukiwać kalendarze w Europie, ale zdawałem sobie sprawę, że będzie mi ciężko coś ustrzelić tak na szybko. Dodatkowo właśnie na ten czas startu w Warszawie i Łotwie wziąłem sobie urlop, żeby na spokojnie przygotować się logistycznie i mentalnie. Postanowiłem nie kombinować i ostatecznie podjąłem decyzję, że pobiegnę maraton.

 

Przy okazji tego maratonu odbywało się nasze wiosenne spotkanie grupy ASICS FrontRunner Polska, dlatego decyzja była dużo łatwiejsza. W drużynie ASICS FrontRunner jestem od 2016 roku i jak sami widzicie na zdjęciu poniżej jest to bardzo pozytywnie zakręcona grupa pasjonatów biegania i nie tylko. Mamy w szeregach ścigaczy, ale również amatorsko uprawiających sport. Uzupełniamy się idealnie, a super ludzie tworzą fantastyczną atmosferę.

 

Foto: ASICS Frontrunner Polska – spotkanie wiosna 2017 (zdj. Radosław Piasecki)

 

Miałem bardzo mało czasu na przemeblowanie treningu, a dodatkowo docelowa forma miała przyjść dwa tygodnie później. Zacząłem zmieniać jednostki treningowe, troszkę podkręciłem tempo. Te kilka ostatnich treningów miało dać mi odpowiedz, jak ustawić taktykę na start. Znałem trasę z 2016 roku, kiedy zrobiłem życiówkę (2:46:42), dodatkowo los chciał, że kolejny raz praktycznie cała droga powrotna (20 km) była pod wiatr. Przysiadłem do kalkulatorów i symulatorów tempa i przygotowałem sobie rozpiskę na bieg. Plan zakładał pobiec 2:40h. To taki fajny wynik i wydawał się realny do zrealizowania na podstawie ostatnich jednostek treningowych. Nie chwaliłem się za dużo tym planem, bo nie wiedziałem do końca jak to będzie.

 

Dodatkowo w ramach maratony rozgrywane były Mistrzostwa Polski mężczyzn, dlatego była to dodatkowa motywacja, żeby dobrze się zaprezentować. W 2016 roku zająłem 15 miejsce na MP, a w tym roku mój wynik ostatecznie dał mi 7 miejsce. Cieszy progres.

 

Foto: wyniki Mistrzostw Polski

 

Ten cały weekend był dla mnie bardzo intensywny, dlatego nie miałem za dużo czasu, żeby stresować się przed biegiem. W piątek bezpośrednio po pracy wyjechałem do Polski. Jechało się bardzo dobrze i przede wszystkim szybko. Musiałem być rano w Warszawie na spotkaniu FrontRunner, dlatego nie spałem całą noc, żeby dojechać na czas. Jak tylko pojawiłem się pod domem, szybko się rozpakowałem i poleciałem na małe rozbieganie tuż przed 6 rano. Chciałem rozkręcić nogi po siedzeniu za kierownicą 11 godzin. To był dobry pomysł, bo zapomniałem o tym, że chce mi się spać, a dodatkowo zrobiłem ponad 10 km. Ta dyszka podziałała jak poranna kawa.

W Warszawie byłem już o 9 rano i zaczęły się ostatnie przygotowania do Spotkania. Cały dzień na spotkaniu, później expo i do domu dotarłem po 20. Byłem już na nogach od ponad 40 godzin i myślałem tylko o spaniu. Nie pamiętam kiedy zasnąłem, tak byłem padnięty. Rano udało się wstać o czasie i pojechałem pod stadion. Nie kręciłem się już nigdzie, tylko poszedłem się przebrać i czekałem na start. Ci co startowali w OWM wiedzą, że na start trzeba się wybrać wcześniej, bo jednak droga jest dość spora do przejścia. Wykorzystałem ten czas na rozgrzewkę.

 

Foto: jeszcze tylko maraton do zrobienia, ... (zdj. Radosław Piasecki)

 

Kiedy byłem już w strefie startowej spotkałem Patrycję, kilka uścisków, kopniak od niej i mogliśmy biec. Zamieniłem też parę zdań z Dominiką i Szymonem. Można powiedzieć ten czas do startu uciekł bardzo szybko.

 

To co działo się na trasie bardzo mnie zaskoczyło. Nie wiedziałem jak to się dzieje, ale przegapiłem bardzo dużo znaczników kilometrów. Jak wiecie, one są bardzo duże i ciężko je przeoczyć, a mnie się udało. Kiedy czekałem na „2 km”, nagle zobaczyłem oznaczenie „3 km”. Myślę sobie coś jest nie tak. Tego dnia kilometry uciekały mi bardzo szybko. Praktycznie do połowy dystansu czułem się jak na treningu.

Od samego początku biegłem zgodnie z taktyką, spokojne pierwsze 5 km, które wyszły nawet wolniej o 5 sekund niż zakładałem (19:55 min). Później troszkę przyśpieszyłem i na dyszce miałem 39:20 min. To było o 10 sekund szybciej niż planowałem, ale kolejny raz oznaczenie tego „10 km” pojawiło mi się szybciej niż się spodziewałem, dlatego miałem lepszy czas na tym punkcie pomiarowym.

 

Kiedy przekroczyłem 10 km włączyłem wyższy bieg, bo tempo miało wzrosnąć do 3:45 min/km. Tak też się stało. Pokonując kolejne kilometry nie czułem zmiany tempa i dalej biegło mi się swobodnie. Na 15 km pojawiłem się w 58 min i już wiedziałem, że będzie dobrze. Czasami zastanawiałem się czy to nie jest za wczesny hura optymizm, ale czułem się dobrze. Stopniowo mijałem kolejnych zawodników i muszę przyznać, że jak się mija kogoś dość szybkim krokiem, a rywal obok biegnie na czas 2:40-2:45h, to jest to bardzo budujące. Tak się właśnie czułem.

 

Wszystko zmieniło się jak zaczeliśmy wracać do miasta. Tutaj kolejny raz czekałem na znacznik „22 km”, po czym zobaczyłem dopiero ten na „24 km”. Kolejny raz zaskoczony. Na tym etapie walczyłem już mocno z wiatrem. Cały maraton biegłem sam (taka specyfika mojej strategii wolnego początku) i sam zmagałem się z wiatrem. Nie chciałem za wszelką cenę walczyć o utrzymanie tempa 3:45 min/km, bo wiedziałem, że mogę tylko więcej stracić. Między 24 a 32 km straciłem najwięcej czasu, bo ponad minutę. Na szczęście udało się przyspieszyć i dalej walczyć na trasie o jak najlepszy wynik.

 

Foto: na 40 km (zdj. Grazia Running)

 

Na 25 km czekał na mnie Paweł, mój serwisant tego dnia. Miał pojawić się jeszcze na 35 km. Jak dobiegałem do tego 35 km, to Pawła nie było, a ja miałem już półtorej minuty starty do planu. Myślałem, że wszystko stracone, ale Paweł ze względów bezpieczeństwa ustawił się za matą pomiarową. Na rowerze jechał ze mną przez 2,5 km. To było bardzo pomocne, bo motywował mnie do mocnej walki. Sam był zaskoczony jak na tym etapie mijałem kolejnych zawodników i jak szybko doganiałem kolejnych. Paweł to mój dobry kolega ze szkoły średniej, dlatego rozumiemy się bez słów i mogłm mu zaufać w 100%.  

 

Od 35 km utrzymywałem zakładane tempo i strata nie zwiększała się. Widok korony stadiony dodatkowo motywował mnie do walki. Rozpoczął się ostatni etap tego maratonu. Koncentrowałem się przede wszystkim na tym, aby nie stracić już cennych sekund, bo czasami uciekają już na „ostatniej prostej”.

 

To był mój 3 Orlen Wasrsaw Maraton i muszę przyznać, że podoba mi się coraz bardziej. Organizacyjnie chyba najlepiej zrobiony z tych wszystkich edycji, w których brałem udział. Na ten wiatr nic się nie dało zrobić, ale poza tym wszystko oceniam na plus. Bardzo polecam ten bieg debiutantom, bo ilość punktów odżywczych i profil trasy ułatwią Wam pokonanie maratonu.

 

Kolejny raz bieg pokonałem w strategi „negative split” i kolejny raz sukces. Jestem bardzo zadowolony, bo czuje, że jestem przygotowany na wynik w okolicach 2:39h. Samotna walka z wiatrem zabrała mi sporo sił, ale taktycznie wykonałem dobrą pracę. Udało mi się bardzo dobrze rozłożyć siły. Pomimo tego, że praktycznie 20 km było pod wiatr udało się pobiec szybciej drugą część trasy.

 

Foto: międzyczasy  

   

25 kwietnia 2017

Partnerzy